.
.


~ Zwycięstwo lub Śmierć ~ Ojczyźnie Wiernie Służyć ~

poniedziałek

Zbyszek Okulicki , syn Generała

STANISŁAW M. JANKOWSKI
Zbyszek Okulicki, syn generała urodził się 17 lutego 1924r. w Kielcach.
W ostatnich dniach czerwca 1944 roku było już wiadomo, ze niemiecka 278 Dywizja Piechoty nie wpuści łatwo do Ankony atakujących Polaków z Drugiego Korpusu i zrobi wszystko, aby opóźnić ich dojście do nadal rozbudowywanych pozycji obronnych na linii Gotów. Zadowolony z terenu, dającego dobre możliwości ukrycia się przed bronią pancerna i lotnictwem, niemiecki generał Hoppe ściągnął do obrony ostatnie odwody: grenadierów z 992. i 993. pułku oraz własowców z 775. pułku i nawet, od czasu do czasu, decydował się kontratakować. W ciężkich wiec walkach brygady 3. Dywizji Strzelców Karpackich dochodziły do rzeki Musone, pod Osimo i Monte della Crescia.
Jednym z żołnierzy, którzy w tzw. pościgu adriatyckim wypychali Niemców z "włoskiego buta", był Zbigniew Okulicki, kapral podchorąży 1. Pułku Artylerii Lekkiej. Jego ojciec, generał Leopold Okulicki, w tym samym czasie przygotowywał w Warszawie podjecie walk powstańczych.
Bardzo dobry podchorąży
"Inteligentny, energiczny, zawsze ochoczy do każdej pracy - napisał o młodym żołnierzu jego przełożony. - Sumienny i gorliwy w wykonywaniu swoich obowiązków. Zdyscyplinowany. Bardzo dobry podchorąży".
Tej opinii, wystawionej przez ppłk. Możdżenia z 1. Pułku Artylerii Lekkiej, nikt dotąd jeszcze nie ujawnił, bo i nikt nie podejmował się opowiedzieć o Zbyszku Okulickim, jednym z kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy Drugiego Korpusu Polskiego, zdecydowanych - jak w naszym hymnie narodowym - z ziemi włoskiej dojść do Polski. Zawsze pozostawał w cieniu ojca - ostatniego komendanta głównego Armii Krajowej. W artykule w tygodniku Lad, przypominającym o wysokim odznaczeniu amerykańskim The Legion of Merit dla dowódców AK, najwięcej miejsca poświęcono kiedyś - i słusznie - generałowi "Niedźwiadkowi", a kilka zdań jego synowi.
Musiało minąć jeszcze sporo czasu, żeby w moich zbiorach pojawiło się kilka fotografii rodzinnych. Najpierw zobaczyłem matkę Zbyszka, żonę ówczesnego kapitana Okulickiego. Pani Władysława przyjechała do rodziny męża i usiadła do zbiorowej fotografii. Zdjęcie prawdopodobnie wykonano w roku 1928 w Bratucicach. Czteroletniego Zbyszka na nim nie ma, nie ma także jego ojca, kształcącego się wówczas w Warszawie, w Wyższej Szkole Wojennej.
Uwielbiany przez rodziców .
Zdjęcie wykonano w Bratucicach Zbyszek Okulicki w wieku dziecięcym .
Niewiele wiadomo o przedwojennych losach Zbyszka poza tym, że "był uwielbiany przez rodziców i czynnie działał w harcerstwie". Stanisław Okulicki (kapitan był jego stryjem), wiele razy w czasie naszych spotkań w 1994 roku opowiadał o Leopoldzie, który bywając u swoich rodziców najchętniej mówił na temat Zbyszka, jego sukcesów w nauce, kolejnych sprawności harcerskich i dokonań sportowych.
- Po wybuchu wojny - wspominał pan Stanisław - stryj Leopold bronił Warszawy, a jego żona i ukochany syn wyruszyli na wojenna tułaczkę, kierując się w stronę granicy polsko-rumuńskiej.
"Zbyszka poznałem w miejscowości Calimanesti, bo tam władze rumuńskie kierowały wyższych oficerów lub ich rodziny po przekroczeniu granicy - napisał do mnie aż z Kanady Adam J. Mercik. - Spotkaliśmy się na zbiórce harcerskiej 1 października 1939 roku. Jestem wręcz pewien, ze była to pierwsza zbiórka harcerska nie tylko w Rumunii, ale w ogóle na uchodźstwie. Zaprzyjaźniliśmy się później na Cyprze (październik 1940 - maj 1941 r.), gdzie starszy ode mnie o dwa lata Zbyszek był w mojej drużynie. Przyjaźń kontynuowaliśmy w szkole w Tel Awiwie.
Przepustki do matury.

Polska Szkoła Średnia w tej miejscowości ulokowała się w budynku przy ulicy Allenby 95, zajmowanym przez oddział banku PKO S.A. Mówiono również o tym miejscu jako "nieurzędowej ambasadzie kultury", ale dla kilkudziesięciu młodych ludzi w wojskowych mundurach była to po prostu szkoła zapewniająca zdobycie matury. Na naukę dostawali przepustki z wojska - i nie było żadnej szansy, aby wymigać się od fizyki z wymagającym Bronisławem Zelazowskim, matematyki z przedwojennym ministrem Januszem Jędrzejewiczem czy łaciny, która wbijała do żołnierskich głów Helena Baryszowa. Dużym powodzeniem cieszyły się zajęcia z przysposobienia wojskowego, prowadzone przez podporucznika Ignacego Płonke.
Zachowało się zdjęcie z roku 1942, wykonane właśnie przed budynkiem szkolnym przy ulicy Allenby. Sześciu młodych ludzi w żołnierskich mundurach, krokiem niemal defiladowych maszeruje na fotografującego. Furażerki z orłem, dziarskie miny. Pech chciał, ze dwóch ostatnich z lewej, Zbyszka Okulickiego i Stanisława Nałęcz-Korzeniowskiego zasłonił cień pobliskiego drzewa.
O wiele lepiej udały się inne fotografie prezentujące uczniów. Na jednej z nich Zbyszek siedzi w pierwszym rzędzie, na innej klęczy wśród kolegów. Każdy, kto pamięta lub widział tylko na fotografii generała Leopolda Okulickiego, natychmiast wskazałby na zdjęciu jego syna, tak bardzo podobnego, tylko o szczuplejszej twarzy.
Pędem zjawiał się ze skrzydła...
Znali się ze Zbyszkiem Okulickim ze zbiorek harcerskich w Rumunii, później na Cyprze widywali w nieformalnej grupie przyjaciół pod nazwa "Skrzydlaci", a następnie spotkali w Tel Awiwie. Głównie, wspomina po latach Adam J. Mercik, w szkolnej drużynie siatkówki, a tez na meczach piłki nożnej. - W czasie różnych rozgrywek piłkarskich nagle, niespodziewanie Okulicki pędem zjawiał się ze skrzydła, by wykiwać przeciwnika, popędzić na bramkę i wsadzić gola... - mówi. I dodaje z żalem, ze do harcerstwa Zbyszek już nie wrócił, chciał jak najszybciej dostać się do wojska.
Na wspomnianych fotografiach ze szkoły w Tel Awiwie dwóch uczniów-żołnierzy ktoś oznaczył niewielkim krzyżykiem, dopisując obok rok - 1944. Jednym z nich jest Zbyszek, ale krzyżyk widać także na postaci Andrzeja Sienkiewicza. Pochowano go pod Monte Cassino, gdzie zginał. Łatwo jego nazwisko znaleźć w wykazie poległych w książce Melchiora Wańkowicza. Mistrz pióra wiedział też doskonale, jak przypomnieć bodaj niektórych z chłopców, wykształconych przez wojsko.
Nie martw się, Mamusiu...
"Idąc na pozycje, pisali: ´Mamusiu - jeżeli nie wrócę, proszę się nie martwić - i obracali ołówek w ręku, i nie wiedzieli, jak się wytłumaczyć matce; wielkich słów o Polsce nie chciało im się pisać, a jak tu małymi słowami pocieszyć? Wiec stawiali kropkę i podpis z zakrętasem. Na pozycji w ogniu meldowali się, prężąc przepisowo, łykając groźne okrzyki ´kładź się, szczeniaku . Gasiński nie żyje, Jurek Jasiński nie żyje, Madejski nie żyje, nie żyją Okulicki i Anatolek Żak [...] nie żyją dziesiątki maturzystów, których dohodowaliśmy się na Bliskim Wschodzie..." - czytamy u Wańkowicza.
Może nie trzeba było wysyłać ich na front? Także Zbyszka Okulickiego, którego ojciec miał przejść do historii drugiej wojny światowej? Wyobrażam sobie, jakimi słowami "żołnierskimi" zareagowałby słysząc, ze protekcja ojca pozwoli mu na wyjazd do Londynu i służbę w którymś ze sztabów. Wiadomo, ze matka chciała i mogła dla syna uzyskać inny przydział, ale oczywiście nic z tych pomysłów nie wyszło.
Przed walkami o Ankone spotkał podchorążego Okulickiego jego kolega z ławki szkolnej w Tel Awiwie. Rozmawiali chwile, być może o Krzyżu Walecznych, którym odznaczono Jacka Zamorskiego po bitwie o Monte Cassino. Czy starszy od kolegi o rok kapral podchorąży Okulicki mógł przypuszczać, ze lada dzień "zapracuje" na jeszcze wyższe odznaczenie? Na przyznany mu za męstwo w walce Order Virtuti Militari V klasy? Order tej klasy nazywają tez "krwawym"; chyba wyjaśniać tego określenia nie trzeba...
Wykrył gniazdo broni maszynowej
Parokrotnie podawano mi, przy różnych okazjach, odmienne wersje śmierci Zbigniewa Okulickiego, wiec najlepiej sięgnąć do wiarygodnych źródeł w Londynie, w Polskim Instytucie i Muzeum Sikorskiego. Z jedną uwaga: Polacy walczyli o miejscowość Osimo, a nie - jak podano w dokumencie - Assimo.
"8 VII 44, godz. 8:00. Obs. Wyp. zatrzymał się na półn. Stoku m. S.Pietro, czołgi otrzymały ogień z prawej strony, wysłany patrol stwierdził kompanie złożona z Ukraińców. Patrol piechoty potwierdził to samo. Pchor. Okulicki ciężko ranny, ewakuowany do szpitala".
Nie ma zdania o tym, że nie udało się rannego uratować. We wniosku o order - zgodnie z obowiązująca procedura - znajduje się natomiast "dokładny opis czynu kwalifikowanego do odznaczenia z podaniem czasu akcji, miejsca, okoliczności i rodzaju akcji bojowej".
"W dniu 8 VII 1944 r. - czytamy w niepublikowanym nigdy dokumencie - został wysłany jako obserwator wysunięty Dyonu z plutonem rozpoznawczym III Baonu na kierunek ASSIMO DELLA CRESCIA, z zadaniem wsparcia tego rozpoznania. Po dojściu w rejon 55200 - 34200 zostali ostrzelani przez spandau i moździerze npla. Mimo silnego ognia art. podch. Okulicki wykrył gniazdo broni maszynowej i chciał ogniem art. obezwładnić. Przy wykonywaniu swego zadania został ciężko ranny.
Podch. Okulicki wykazał dużo odwagi i poczucia wypełnienia swego obowiązku tak w działaniu w dniu 8 VII 44. Jak tez w działaniach pod CASSINO".


Order Virtuti Militari srebrny V Klasy, Ppor Zbigniewa Okulickiego nadany pośmiertnie 30 lipca 1944r.

 We wniosku odznaczeniowym czytamy; Przydział Funkcja, 5 batalion, III Dyonu 1 Pułk Artylerii Lekkiej.
Dowódca Plutonu.
Obserwator Wysunięty Artylerii.
W dniu 8. VII. 1944R. został wysłany jako obserwator wysunięty Dyonu z plutonem rozpoznawczym III Baonu na kierunek Assimo Della Crescia, z zadaniem wsparcia tego rozpoznania. Po dojściu w rejon 55200-34200 zostali ostrzelani przez spandau i moździerze npla. Mimo silnego ognia art. podch. Okulicki wykrył gniazdo broni maszynowej i chciał ogniem art. obezwładnić. Przy wykonywaniu swego zadania został ciężko ranny. Podch. Okulicki wykazał dużo odwagi i poczucia wypełnienie swego obowiązku tak w działaniu 8. VII.44, jak też w działaniach pod CASSINO.

Mianowany pośmiertnie Podporucznikiem 1.XI.44r. za czyny bojowe, nr 110/44.

Ostatnie Zamieszkanie na stałe przed wcieleniem do WP, WARSZAWA- Żoliborz, Plac Wilsona 14m.47.

Naszywka 3 DSK Ppor. Zbigniew Okulickiego
Dyplom przekazany Matce, ppor. Zbigniewa Okulickiego Władysławie Okulickiej.

Odznaka Pamiątkowa nr 11627 3 Dywizji Strzelców Karpackich nadana pośmiertnie ppor. Zbigniewowi Okulickiemu
Opinia wojskowa; Inteligentny, energiczny, zawsze ochoczy do wszelkiej pracy.Sumienny i gorliwy w wykonywaniu swoich obowiązków. Zdyscyplinowany. Bardzo dobry podchorąży. Dowódca Dywizji, gen Duch.

Dwaj kawalerowie Virtuti Militari
Wyraźnie widać na wniosku podpisy przełożonych podchorążego Okulickiego, wśród nich dowódcy Drugiego Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa. I jest także informacja o nadaniu Zbyszkowi Srebrnego Krzyża Orderu Virtuti Militari. Nie żył już od trzech tygodni, gdy zapadła ta decyzja.
Zwłoki ekshumowano i przeniesiono na cmentarz wojskowy Loreto, Włochy, Działka 9, Rząd A, Nr grobu 20. Adnotacja z 18. VIII. 1947r.
Kaprala podchorążego Zbigniewa Okulickiego awansowano pośmiertnie do stopnia podporucznika i pochowano wśród innych żołnierzy 2. Korpusu Polskiego - na cmentarzu w Loreto.

Nigdy grobu tego nie zobaczy ojciec, generał Leopold Okulicki, tez kawaler Orderu Virtuti Militari, na który zasłużył w czasie wojny polsko-bolszewickiej w roku 1920.
I pewnie nie od rzeczy będzie jednak informacja, ze przez długie lata plotkowano, najpierw we Włoszech, a później w "polskim" Londynie, że na wiadomość o śmierci syna pułkownik Okulicki poprosił o wysłanie go do okupowanej Polski.
"Oczywisty nonsens - podkreśla kolega Zbyszka, pan Adam J. Mercik - wymyślony dla jeszcze większego gloryfikowania jego ojca. Przecież płk. Okulicki skakał 21 maja i ze skokiem awansował na generała...". Pierwsze informacje o tragedii dotarły podobno do generała Okulickiego dopiero po powstaniu warszawskim. Długo nie wierzył.
Nikogo tak w życiu nie kochałem
Na 316. stronie stojącej na mojej polce książki Jana Nowaka-Jeziorańskiego Kurier z Warszawy jest opisana scena, która ja, od lat piszący o generale Okulickim, nieustająco mam przed oczami. Oto Częstochowa w grudniu 1944 roku. Generał wiąże w jedna całość Armie Krajowa, rozbita, wykrwawiona, atakowana przez Niemców po jednej stronie frontu, a niszczona przez Rosjan po drugiej. Emisariusz Nowak przygotowuje się w tym czasie do wyprawy do Londynu i zauważa Okulickiego w "nastroju przygnębienia". Chce wiedzieć, czy zaszło coś niedobrego.
"Tak , ale odłóżmy to na później - odpowiada ´Niedźwiadek .- Na razie mamy ważniejsze sprawy do omówienia...".
"Wychodząc - wspomina emisariusz - zapytałem raz jeszcze, czy stało się coś niepomyślnego.
- Tak - odpowiedział Generał - przed samym pana przyjęciem dostałem potwierdzenie wiadomości, że mój jedynak, Zbyszek, zginał we Włoszech. Miał dwadzieścia lat. Do dziś łudziłem się, że to nieprawda. Nikogo tak w życiu nie kochałem, jak jego...".

Artykuł ukazał się w Przeglądzie Polskim - dodatek społeczno-literacki Nowego Dziennika www.dziennik.com
Zgodę na publikacje wydała redakcja oraz autor tekstu Pan Stanisław M. JANKOWSKI .

Brak komentarzy: