.
.


~ Zwycięstwo lub Śmierć ~ Ojczyźnie Wiernie Służyć ~

piątek

Po ''amnestii '45 '' żołnierze AK w WiN

Krzyż Organizacji NIE, której Komendantem Głównym był gen. Leopold OKULICKI


Gen. Okulicki od początku kiedy objął stanowisko Komendanta AK miał w opozycji PSL ściślej Mikołajczyka i jego pupila Tatara, którzy pchali Polskę w ręce ZSRR obiecując wsparcie sił AK jako otwartego sojusznika Armii Czerwonej dla swych przyszłych celów politycznych sądzili, że Stalin pozwoli im sprawować rządy w Warszawie. Na co Gen. Okulicki się nie godził i zapłacił za to życiem w obronie swych podkomendnych żołnierzy AK. Dla tego na naradzie w Piotrkowie Trybunalskim Mikołajczyk stracił stanowisko, a dopiero premier Arciszewski dokonał oficjalnej nominacji na Komendanta AK Gen. Okulickiego. Co do rozwiązania AK, jeszcze w Piotrkowie Trybunalskim ustalono iż powstaje zakonspirowana organizacja NIE i zastąpi AK. Gdy Mikołajczyk sprzedał Londyn i przybył do Polski wszystko już było jasne za Gen. Okulickim nawet nie kiwną palcem, gdy siedział w Moskwie. Co do Tatara ten chcąc wkupić się w łaski nowej władzy w trumnie gen. Żeligowskiego przekazał Bierutowi złoto FON i teczki personalne 500set Cichociemnych i żołnierzy na zachodzie z Oddziału specjalnego tzw. szóstki czym naraził ich samych i rodziny na represje ze strony organów bezpieczeństwa PRL i ZSRR. Walka miała być kontynuowa. A sam Mikołajczyk, gdy dokonał swego czyli uspokoił społeczeństwo, które liczyło na uczciwe wybory. Komuniści dostali czas, by sfałszować wybory 1947. Mikołajczyk uciekł z Polski. Po prostu został wykorzystany przez Stalina i komunistów PRL.
NIE – kadrowa organizacja wojskowa, której zadaniem było kontynuowanie walki o niepodległość Polski po wkroczeniu Armii Czerwonej. Nazwa może być tłumaczona na dwa sposoby – NIE jako skrót od słowa "Niepodległość" lub jako symbol sprzeciwu wobec ZSRR. Komendantem Głównym NIE został generał Leopold Okulicki przyjmując pseudonim Nowak. Zastąpiła Armię Krajową po jej rozwiązaniu.


ŻOŁNIERZE WYKLĘCI, BOHATEROWIE POWSTANIA ANTYKOMUNISTYCZNEGO
Zeszyty Historyczne Żołnierze Wyklęci 
KRESY W OGNIU SOWIETÓW Od niewypowiedzianej polsko-sowieckiej wojny partyzanckiej przez walki z NKWD i Armią Czerwoną po wkroczeniu Sowietów na północno-wschodnie ziemie Rzeczypospolitej aż do lat 50 http://www.rp.pl/temat/633976.html

CENA POLSKI LUBELSKIEJ Powstanie antykomunistyczne nad Bugiem, Wieprzem i Sanem 1944/1945 http://www.rp.pl/temat/637713.html

BIĆ SIĘ CZY NIE BIĆ? Od Delegatury Sił Zbrojnych do Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Cztery zarządy główne WiN – założenia, struktura i najważniejsze formy działania http://www.rp.pl/temat/641736.html

BOHATEROWIE OSTATNIEGO POWSTANIA W walce na Podlasiu, Lubelszczyźnie, Kielecczyźnie, Mazowszu i Podhalu – „Jur”, „Zapora”, „Zagończyk”, „Orlik”, „Ogień” i inni http://www.rp.pl/temat/645452.html

OBÓZ NARODOWY W WALCE NSZ na północnym Mazowszu. Trzy komendy XVI Okręgu NZW. 11. Grupa Operacyjna NSZ (NZW) na Mazowszu zachodnim. Zgrupowanie NSZ „Bartka” w Beskidzie Śląskim. PAS NZW Okręgu Białystok http://www.rp.pl/temat/649091.html

POAKOWSKIE SZEREGI Ruch Oporu Armii Krajowej na Mazowszu, Konspiracyjne Wojsko Polskie (woj. łódzkie, kieleckie, poznańskie i śląskie), Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta”, Zgrupowanie „Błyskawica”... http://www.rp.pl/temat/652305.html

OSTATNI LEŚNI Oddziały i grupy partyzanckie działające po tzw. amnestii z 1947 roku, m.in. „Wiarusy” na Podhalu, oddziały „Huzara” na Podlasiu, „Rój” i resztki partyzantki NZW na Mazowszu. „Lalek” ukrywał się do 1963 roku na Lubelszczyźnie http://www.rp.pl/temat/655685.html
W hołdzie męczennikom Narodowej Sprawy lat 1944-1956. By pamięć o nich wiecznie żyła i inspirowała do ofiarnej Służby Ojczyźnie. Warszawa, Praga Północ, przy ul. Namysłowskiej 6 u wylotu ul. Szymanowskiego odsłonięto pomnik upamiętniający Polaków więzionych i straconych tu w latach 1944-1956. Między dwoma wielkimi granitowymi blokami stoi więzień z rozpostartymi ramionami. Rozpycha kamienne ściany i rozrywa kratę więzienia. Na przegubach dłoni ma rozerwane kajdany. Na piersi - krzyżyk, jakie więźniowie wykonywali z chleba. Autorami projektu są: rzeźbiarz Dariusz Kowalski i architekt Sławomir Korzeniowski.
Gen. Leopold Okulicki

 Rozwiązując Armię Krajową generał Okulicki ustrzegł żołnierzy AK przed przejęciem ludzi i uzbrojenia przez Armię Czerwoną. By następnie tworzyć elitarną organizację NIE zabezpieczył sprzęt po AK dla przyszłej Niepodległośći Polski na wypadek wrogości ZSRR wobec Rzeczypospolitej. Znane są późniejsze postępowania sowietów co potwierdziło słuszność decyzji. Wystarczy przypomnieć Powstanie Warszawskie i zatrzymywanie, rozbrajanie oddziałów AK idących na pomoc Powstanczej Warszawie przez Armię Czerwoną, brak pomocy w sprzęcie i ludziach w walce przeciw Niemcom oraz blokadę alianckiej pomocy drogą powietrzną, która miała korzystać z lotnisk po sowieckiej linii frontu przez Amerykanów i Brytyjczyków. Władze PRL ogłosiły dwie ustawy o ''amnestii'' z dnia 2 sierpnia 1945 r. i z dnia 22 lutego 1947 r. Obietnic amnestyjnych ustaw nie dotrzymano. W konsekwencji akcja ujawnienia była planem przejęcia Polski i jej sowietyzacji co doprowadziło do wyniszczenia i zagłady Bohaterów Rzeczypospolitej przez UB, KBW, MO, LWP i NKWD, ACZ. W perfidny sposób aparat władzy PRL zdobył wiedzę o AK, by ją niszczyć. Ci Żołnierze, którzy walczyli nadal nazywani byli pogardliwie przez propagandę PRL ''faszystami'', zaplutymi karłami reakcji.

Alina Bosiacka, łączniczka Armii Krajowej ps. „Dzika” — fotografia wykonana w więzieniu na Łukiszkach w Wilnie w dniu aresztowania przez NKWD.
Urodziła się w 1923 roku w Warszawie. W Wilnie, gdzie zamieszkała, została łączniczką AK (ps. Dzika). Po aresztowaniu w styczniu 1945, była przetrzymywana w więzieniu na Łukiszkach, gdzie zrobiono prezentowane zdjęcie. Z Wilna została odesłana do obozu „ko

ntrolno-filtracyjnego” pod Saratowem, a następnie wraz z innymi więźniami przeniesiona do łagru w Kutaisi (Gruzja). Panujące tam fatalne warunki doprowadziły w marcu 1947 r. do strajku polskich więźniów. Potem rozdzielono grupę wileńskich akowców i odesłano ich do obozów w Astrachaniu, Stalingradzie i Borowiczach. Alina wróciła do Polski w grudniu 1948 r. Zmarła 11 marca 2007.
Tak Alinę Bosiacką wspomina przyjaźniąca się z nią Anna Dzienkiewicz: Miała ciepły, rozbrajający uśmiech, którym zjednywała ogólną sympatię. W obozie ciężko chorowała. Zawsze nastawiona na dawanie, nie branie. Niesamowicie energiczna, konsekwentna w działaniu – nie potrafiła przejść obojętnie ulicą. Mimo „ostrego języka” i dość trudnego charakteru, miała wielu przyjaciół. Była naprawdę „dzika”.

W Kutaisi miałem numer 0331
Chleb był tak mokry i czarny, że można było nim rzucać o ścianę, a on się przylepiał jak kit. Naszym kolejnym pożywieniem była zupa z kiszonych zielonych pomidorów z niewielką ilością solonej ryby.
Miałem wtedy dwadzieścia lat. Do dziś pamiętam, jak 10 marca 1945 roku zostałem zatrzymany przez funkcjonariuszy NKWD. Osadzono mnie w więzieniu w Wilnie na Łukiszkach. Dlaczego mnie zamknięto? Za przynależność do AK.
W czasie śledztwa doznałem strasznych przeżyć, tortur i poniżeń. Dwa miesiące później, 10 maja, wraz z innymi osobami zostałem wywieziony do łagru Jałszanka koło Saratowa. Następnie do Kutaisi w Gruzji.
Luty 1946. Około 3 tys. Polaków jest więzionych, w tym ja. Jesteśmy narażeni na ciężkie warunki bytowe. Mieszkamy w barakach z dykty- okrąglakach. Pogoda jest fatalna, cały czas pada deszcz ze śniegiem. Jesteśmy przemoczeni a musimy pracować od rana do wieczora. Pracujemy na drodze, rozwozimy tłuczeń. Kamień jest wożony taczkami, których koła wykonane są z desek.
Praca jest ponad siłę, taczki są namoknięte i oblepione błotem, dlatego koła nie chcą się kręcić. Lecz musimy pracować, gdyż trzeba naładować kamień i dowieźć go we wskazane miejsce. Człowiek jest stale głodny i słaby. Jestem, tak jak inni, ciągle zmuszany do ciężkiej pracy niewolniczej.
W czasie pobytu w Saratowie zostałem dotkliwie pobity. Za co? Za to, że chciałem ukopać w polu parę ziemniaków. W tym czasie bardzo szerzyły się choroby. Osobiście chorowałem na krwawą biegunkę, tyfus czy malarię. Do tego jeszcze opanowała nas wszawica i świerzb zwany krostą.
Podczas dwuletniego pobytu w tym łagrze ani razu nie byłem w łaźni. Z powodu ciężkiej pracy i złych warunków bytowania dużo naszych rodaków umiera. W tym łagrze można spotkać ludzi różnych narodowości: Łotyszy, Litwinów, Ukraińców, Węgrów. Rosjanie, Żydzi, Polacy i ok. tysiąca żołnierzy japońskich zostało zabranych do niewoli po wybuchu bomby atomowej.
Rosjanie, którzy wracali z niewoli angielsko-amerykańskiej po wyzwoleniu do domu, zostali skierowani do łagrów. Następnie zostają sądzeni: po dziesięć lat za zdradę ojczyzny. Po wydaniu wyroku zostają oni wywiezieni na Sybir do kopalni (do ciężkich prac). Ci ludzie są całkiem załamani psychicznie.
Jesteśmy traktowani jak zwykli bandyci. Podczas wykonywania różnych prac zawsze jesteśmy pilnowani przez wojsko NKWD, a pilnują nas nawet z wież strażniczych, strażnicy są uzbrojeni w karabiny maszynowe. Racje żywnościowe są bardzo marne, należy się nam jedynie 500 gramów chleba, lecz po przejściu przez wszystkich pośredników dostajemy niecałe 400.
Choć dostawaliśmy niewiele chleba, to jeszcze ten produkt zawsze był mokry i czarny, można było nim rzucać o ścianę, a on się przylepiał jak kit. Naszym kolejnym pożywieniem była zupa z kiszonych zielonych pomidorów z niewielką ilością solonej ryby.
Najgorsze są apele wieczorne, odbywają się po kilka godzin, nawet do 11 w nocy, a należy stać, aż nas policzą i się doliczą. Tyle życia mija, a stale myśli się o jedzeniu. Przeżyłem jakoś dzisiaj ten ostatni apel, jestem wymęczony, zamoknięty i głodny.
Nasze miejsce do spania wygląda tak: kładziemy się na pryczy wspólnej dla wszystkich, każdy przytula się do siebie, aby było cieplej. W taki sposób zapadamy w ciężki sen, przyjemny, gdyż śnią się nam nasze rodziny, zapach chleba. W pewnym momencie chciałem ułamać kawałek...
Nagle czuję kopnięcie mnie w nogę, otwieram oczy i widzę trzech bajców. Krzyczą: „Wstawaj, chodź z nami!”. Wyszedłem i zobaczyłem, że oprócz mnie jest jeszcze 11 mężczyzn, czyli ja byłem 12. Rozkazują nam iść do szopy, bierzemy trumny — takie prowizoryczne, na zawiasach otwierane, z nieoheblowanych desek, na hak zamykane.
Idziemy do szpitala, wchodzimy do baraku, widzimy trzech naszych ludzi rozebranych do naga. Oni nie żyli, ich ubrania zostały porozbierane przez innych chorych, ale jeszcze żywych.
Bierzemy tych ludzi do skrzyń i niesiemy, przemierzając ok. 2 km. Wychodzimy za łagier. Tam jest wykopany grób, ok. 70 cm głębokóści, a z boku stoją łopaty. Każą wysypać nam naszych kolegów do jednego dołu, całkiem gołych. Zasypujemy ich i odchodzimy.
Gdy odeszliśmy niecałe 40 m, usłyszeliśmy przeraźliwy pisk, jękot, szczekanie w kierunku tego grobu. Przestraszyliśmy się: może ci ludzie byli jeszcze żywi? Konwoje na te przeraźliwe odgłosy roześmieli się w głos i powiedzieli: „To są szakale, z gór zeszli, mają właśnie ucztę, do rana nie zostanie ani kości, ani mogiły z tych ludzi”.
W taki oto sposób większość zesłańców oddało swoje życie na tej nieludzkiej ziemi, nie pozostawiając żadnego śladu po sobie, żadnego krzyża ani mogiły. Cześć ich pamięci.
Jan Widejko z Olsztyna
Tekst pochodzi z Naszego Olsztyniaka

 

2 sierpnia 1945 r. komunistyczne władze ogłosiły pierwszą „amnestię” dla pozostających w konspiracji żołnierzy Armii Krajowej. Jest to postawienie Bohaterów Polski na równi z pospolitymi przestępcami. Amnestia – jednorazowe darowanie lub złagodzenie prawomocnie orzeczonych kar lub środków karnych za popełnione przestępstwa lub wykroczenia określonego rodzaju poprzez wydanie aktu prawnego. Wynika z tego, że żołnierze AK od samego początku postawieni zostali jako przestępcy pospolici za walkę z Niemcami podczas II wojny światowej. Do ujawniania się wezwał z więzienia poddany torturą legendarny dowódca warszawskiego Kedywu płk Jan Mazurkiewicz „Radosław”. Działalność ta doprowadziła wkrótce do wyprowadzenia z konspiracji kilku tysięcy żołnierzy Armii Krajowej co było wielkim błędem i skończyło się  Ich zamknięciem w więzieniach, obozach, wyrokami śmierci i wywożeniem żołnierzy AK w głąb ZSRR-Rosji. 

 Przykładem jest porwanie i wywiezienie do Moskwy 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego oraz ich bezprawne osądzenie. Kilku zostało zamordowanych oddając życie za Polskę choćby generał Leopold Okulicki.

Propagandowy film PRL przedstawiający ujawnienie się żołnierzy AK. W konsekwencji akcja ujawnienia skończyła się wyniszczeniem i zagładą Bohaterów Rzeczypospolitej przez UB, KBW,LWP, MO i NKWD,ACZ. 

Tak rozpoczęła działalność władza ludowa PRL. Przed ''Komisją Likwidacyjną ''byłej'' AK obszar Okręgu Centralnego wisiał słynny plakat i oddziałach terenowych w całym kraju.

       Deklaracja Delegata Sił Zbrojnych Obszaru Centralnego A.K. o wyjściu z konspiracji
Rozwój stosunków międzynarodowych między mocarstwami urządzającymi świat powojenny musiał w konsekwencji doprowadzić do likwidacji dyspozycyjnego ośrodka politycznego Rządu Polskiego w Londynie, oraz przejęcia władzy przez utworzony w kraju rządu jedności narodowej, który jest jedynym i faktycznym organem wykonawczym Narodu Polskiego.
Podziemna Rada Jedności Narodowej uchwałą z dnia 1 VII. 1945 r. rozwiązała się – dając stronnictwom politycznym możliwość przejścia na drogę jawnej współpracy z Rządem Jedności Narodowej, rozkazem, zaś z dnia 6. VII. 45r. Delegat Główny Sił Zbrojnych na Kraj zrządził likwidację prac i więzi organizacyjnych Delegatury, zostawiając wolna rękę w unormowaniu swego stosunku do obecnej rzeczywistości w Polsce – każdemu poszczególnemu oficerowi i szeregowemu.
Zarządzenie o rozwiązaniu konspiracji i działów delegatury słuszne ze względu na Dobro Państwa, które w chwili obecnej wymaga przede wszystkim ładu i spokoju wewnętrznego dla podołania ciężarom odbudowy zrujnowanego przez hitlerowskie bestialstwo Kraju, a w szczególności największego wysiłku na odcinku urządzania i przyswajania macierzy nowo odzyskanych. Ziem Zachodnich – zarządzenie to jednak kryje w sobie zarodki dalszych fermentów gdyż;
1)    Szereg ludzi pozbawionych rozumnego kierownictwa może pójść na stronę zdecydowanie wrogich grup w stosunku do Demokratycznej Polski.
2)    Nielegalne zachowanie broni w terenie skłoni jednostki słabsze moralnie lub akcji warcholskiej do utworzenia zwyczajnych band rabunkowych, względnie też umożliwi zasilenie bronią band faszystowskich , podszywających się pod firmą AK. Plamiąc w ten sposób bogaty dorobek pracy i walki konspiracyjnej wielu uczciwych ludzi z okupantem hitlerowskim. Bandy te stały się plagą okolicznej ludności - uprawiającą podłą grabież i bratobójcze walki potępiane przez całe uczciwe społeczeństwo. Stwierdzam że podległe mi oddziały nie mają nic wspólnego z tą szkodliwą robotą i każdy Polak powinien zdecydowanie przeciwstawiać się tej zbrodniczej akcji.
3)    Szereg ludzi uczciwych lecz zdezorientowanych może pchnąć w kierunku wyżywania się w ramach nowozakładanych konspiracji co w chwili obecnej  powiększyło by tylko istniejący ferment, nie przynosząc tak pożądanego dla kraju spokoju.
Biorąc pod uwagę ten stan rzeczy w poczuciu odpowiedzialności żołnierskiej i obywatelskiej za los podległych mi oddziałów komórek konspiracyjnych, jak również w głębokiej trosce o szczęście Państwa przeprowadziłem z odpowiednimi czynnikami definitywne rozmowy, dla ustalenia warunków w jakich żołnierze podległych mi oddziałów mogą ze swym honorem i zgodnie ze stanowiskiem Rządu Jedności Narodowej, przejść definitywnie z podziemnej konspiracji, do jawnej, twórczej i pożytecznej pracy dla Odrodzonego Państwa.

Ustalone zostały następujące zasady:
1)    Szeregowi i oficerowie ujawniających się komórek natychmiast zrywają z wszelka działalnością konspiracyjną i zobowiązują ustosunkować się lojalnie Rządu Jedności Narodowej.
2)    Broń, amunicję posiadany sprzęt wojskowy oraz wszelki majątek organizacyjny zdają w/g  wykazów za pokwitowaniem w odnośnych punktach ustalonych przez Komisję Likwidacyjną AK.
3)    W tym celu na terenie podległym Delegatury Obszaru Centralnego woj. Woj. Warszawskiego, Lubelskiego, Białostockiego, Kieleckiego i Łódzkiego zostaną utworzone Obszarowe i Okręgowe Komisje Likwidacyjne dla spraw AK- dla praktycznego przeprowadzenia ujawnienia się. W skład Komisji Likwidacyjnej na szczeblu Obszaru – Delegat Obszaru – 2 – 3 członkowie sztabu, dla Okręgu Delegat Okręgowy, 2 – 3 oficerów sztabu. Do każdej Komisji wchodzi jeden obserwator z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego .
4)    Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego gwarantuje każdemu ujawniającemu się:
a)    Nie pociąganie go do odpowiedzialności, ani dochodzeń śledczych za jego pracę konspiracyjną do dnia ujawnienia się przed Komisją Likwidacyjną.
b)    Korzystanie w pełni praw obywatelskich po dopełnieniu formalności związanych z meldunkiem R.K.U. względnie ze zmianą fałszywych nazwisk. Ujawniający się otrzymają zaświadczenie Komisji Likwidacyjnej sporządzone przez przedstawiciela Bezpieczeństwa Publicznego dokumentu obowiązku ujawnienia się.
5)    1945 poz. 172.
6)    W ustaleniu bojowego dorobku w okresie konspiracyjnych walk, wszystkie stopnie wojskowe i odznaczenia zdobyte w tym okresie przez Żołnierzy AK będą w pełni uznane. Zweryfikowanie nabytych stopni i odznaczeń prowadzi Komisja Weryfikacyjna dla spraw AK przy ministerstwie obrony narodowej w czasie możliwym jak najszybszym po przedstawienia jej kontrolnych wniosków Komisji Likwidacyjnej.
7)    Dla uznania nabytych stopni i odznaczeń należy przedstawić oryginalny wykaz rozkaz D-cy w braku takiego zaświadczenia przewodniczącego Komisji Likwidacyjnej dla spraw AK  Obszarowej lub Okręgowej.
8)    Komisja Weryfikacyjna na podstawie materiałów przedstawionych przez Komisję Likwidacyjną, przeprowadzi:
a)    Powołanie do służby wojskowej stałej.
b)    Przeniesienie do rezerwy,
c)    Przeniesienie w stan spoczynku.
9)    Inwalidzi, wdowy i sieroty po poległych w okresie okupacji żołnierzach działaczach konspiracyjnych w szeregach AK korzystają z zaopatrzenia ze Skarbu Państwa na tych samych zasadach co dotychczas już ujawnione organizacje podziemne.
10)    Uczestnicy walk z Niemcami z szeregów AK nie odznaczeni ze względów technicznych będą przedstawieni przez Komisję Likwidacyjną do odznaczenia.
11)    Każdy ujawniający się wypełnia arkusz ewidencyjny zawierający ; Imię, nazwisko rodowe i używane, b) datę i miejsce urodzenia, c) stopień wojskowy z przed 1939r., d) stopień odznaczenia nabyty w konspiracji, e) ukończone wojskowe i kursy, f) miejsce zamieszkania, g) ostatni przydział organizacyjny, h) pseudonim.
12)    Komisja przeprowadza rejestrację od dnia ogłoszenia niniejszego dnia 21 września 1945r. Po upływie powyższego terminu, każdy kto nie zgłosi się do rejestracji odpowiadać będzie zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem karnym.
Sformułowane powyżej warunki ujawnienia się podległych oddziałów, zostały całkowicie akceptowane przez czynniki oficjalne. W ten sposób nienormalne zjawisko ukrywania się znajduje swe łatwe rozwiązanie przy wkładzie pełnej dobrej woli, tak podległych mi ośrodków konspiracyjnych, jako też czynników odpowiedzialnych Kraju. Polecam wszystkim podlegającym mi oddziałów spełnianie i zdyscyplinowanie w okresach najwyższych walk z najeźdźcą moje rozkazy, w imię dobra, zrozumianego Dobra Państwa w powyższe i przejść z konspiracji do jawnej twórczej pracy z ta samą wiarą i zapałem, jakie krzepiły nas w okresie koszmarnej niewoli hitlerowskiej, nabyty zaś hart Ducha, będzie nam przewodnikiem w wysiłku wykuwania i utrwalenia Suwerennej Demokratycznej Rzeczypospolitej.
Komisja Likwidacyjna Obszarowa mieści się w lokalu skiego m.st, Warszawy, Komisje Obwodowe w Zarządach Miejskich miast Wojewódzkich danego Okręgu.
W wypadku braku łączności w terenie z właściwymi dow , dowódcy winni zwracać się osobiście do Komisji Likwidacyjnej Obszaru w Warszawie po dalsze instrukcje.
(-) Radosław płk. Warszawa dnia 4.9.1945r.
Oświadczenie Ministra Bezpieczeństwa Publicznego;
Deklaracja płk. Radosława o wyjściu jego podległych mu komórek z konspiracji na zasadach przytoczonych powyżej 12 punktów została akceptowana w pełnej rozległości i Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego gwarantuje jej wykonanie przez powołanie do tego czyni oficjalne:
Z upoważnienia Minister Bezpieczeństwa Publicznego Dyrektor Gabinetu Ministra
(-)Mrozek płk ,Warszawa dnia 4.9.1945r.

Pierwsza amnestia trwała do 15 października 1945 r.


Zapluty karzeł reakcji – propagandowe określenie używane przez aparat Polski Ludowej po II wojnie światowej wobec żołnierzy Armii Krajowej. Pochodzi z plakatu Włodzimierza Zakrzewskiego zatytułowanego Olbrzym i zapluty karzeł reakcji, wydrukowanego w Łodzi w 1945 roku, a przedstawiającego biegnącego z bronią gotową do strzału żołnierza Ludowego Wojska Polskiego i opluwającego go karłowatego człowieczka z zawieszoną na szyi tabliczką z napisem "AK". Plakat był też znany pod nazwą AK - zapluty karzeł reakcji.

 Przykładem niech będzie list ''Warszyca'' do Komisji Likwidacyjnej AK ; 

Do Pana Pułkownika Radosława Komendanta Obszaru Centralnego Armii Krajowej w Warszawie,

Dnia 12 września 1945 roku.

Po dokładnym zanalizowaniu treści deklaracji Pana z dnia 8.08.1945r. o wyjściu z konspiracji AK, dochodzi się do tragicznego wniosku; powtórzył się wrzesień 1939 r., a wodzowie znów uciekli lub zdradzili. Okazuje się, że pewien procent wyższych oficerów AK jest faktycznie, jak nam to czerwoni zarzucają, zdeprawowanymi „sanatorami”, którzy ponad wszystko przedkładają żłób. Za co i w jakiej sytuacji usiłuje nas Pan, Panie Pułkowniku, sprzedawać? Nawet nie poczuwa się Pan do najelementarniejszej wdzięczności w stosunku do podwładnych. Wszak to, że czerwoni chcą z Panem pertraktować, że zrezygnowali z wytwarzania „linii podziału między górą a dołami AK”, nie jest zasługą Pana, ani też żadnego z generałów czy pułkowników AK, tylko osiągnięciem tych tysięcy szarych bojowników, którzy wbrew blamażowi wyższych dowódców nie zrezygnowali z walki o słuszne postulaty Narodu Polskiego, a którym chce Pan podstępnie odebrać broń. Czyn Pana jest najzwyklejszą zdradą, trudno bowiem przypuszczać, aby Pan nie umiał myśleć, nie orientował się w wewnętrznej sytuacji Polski i AK, nie zdawał sobie sprawy z zadań, jakie się nam same w jaskrawy sposób narzucają. Mówi Pan w deklaracji o Honorze, o rozumnym kierownictwie, o dobru Państwa, o pracy dla Sprawiedliwej i Demokratycznej Polski - i jednocześnie przekreśla Pan się swym czynem dla tych wszystkich wzniosłych ideałów. Bardzo żałujemy, że podstępne aresztowanie 16-tu czołowych działaczy AK i osadzenie ich w Moskwie wśród okoliczności wołających o pomstę do nieba, niczego niektórych Panów majorów, pułkowników i generałów AK nie nauczyły, że jedynym naturalnym odruchem u nich było nierycerskie poddanie się panice i rezygnacji. Wówczas, gdy wpływy Stalina na rządzącą klikę w Polsce równają się okupacji, gdy w administracji państwowej jest wielka ilość osób posiadających obywatelstwo rosyjskie lub zaprzedanych ZSRR, gdy na terenach tzw. Polski stoją gęsto załogi Armii Czerwonej, a żołnierze jej grabią i gwałcą, gdy w wojsku polskim na różnych stanowiskach są oficerowie sowieccy lub rażąco w nieproporcjonalnej ilości Żydzi, gdy stronnictwom politycznym chcą narzucić swe kierownictwo peperowcy, gdy wolność słowa wyklucza mówienie prawdy i nawet najobiektywniejszą krytykę reżimu, gdy Żydów traktuje się jako obywateli pierwszej klasy, a nawet lojalnych (co nie jest równe ze zdrajcami) członków AK dopuszcza się jedynie do stanowisk podrzędnych i dość często traktuje się ich gorzej niż Volksdeutschów, gdy służba bezpieczeństwa działa jak NKWD, gdy stosowana przez czerwonych metoda rządzenia jest systemem policyjnym. Jest terror, gdy po więzieniach i obozach karnych siedzi tylu najlepszych synów Polski, gdy nie ma dziedziny, gdzie by czerwoni nie dopuszczali się najpospolitszych draństw, „góra” AK nie widzi potrzeby prowadzenia walki konspiracyjnej, nie potrafi sprecyzować aktualnych żądań i dostosować do sytuacji taktyki działania - jest tylko pełna nadziei, że zrobi za nią to „mocarstwo urządzające świat powojenny”. „Góra” AK uważa za spokój swój obowiązek, gdy w sposób haniebny kapituluje wobec zaprzedańców i zdrajców, gdy sprzeda nas za obietnice i frazesy, że za gołosłowność ustrzegnie naszego dorobku i stopni. Prawdopodobnie „doły”, które jak Polska długa i szeroka organizują się do walki same, popełniają bez przerwy jeden zasadniczy błąd - zapominają, że aby sprawiedliwości stało się zadość - należy nie tylko likwidować czerwonych zaprzedawców i prześladowców, ale również z tą samą konsekwencją zdradzieckich panów pułkowników i generałów. Dla „dołów” AK uznanie przez czerwonych naszych stopni za cenę rezygnacji z walki o cele zasadnicze - jest tylko jeszcze jednym paradoksem. Dziś, kiedy byle męt społeczny jest oficerem, a im większy szuja, tym dość często otrzymuje rangę, najwyższym odznaczeniem jest przeświadczenie, że jest się człowiekiem zasad i honoru, wiernym synem Ojczyzny. Niechaj wyżsi dowódcy nie próbują również potępiać tych, którzy prowadząc walkę - siłą konieczności muszą na drodze rekwizycji stwarzać dla niej podstawy materialne (i poza tym robią to w ten sposób, że rekwizycje są pewnego rodzaju wymiarem sprawiedliwości i wyrównaniem krzywd w dzisiejszych normalnych stosunkach uprzywilejowania na modłę hitlerowską zwolenników czerwonego reżimu). Niechaj raczej usprawiedliwią się, co robili z wielkimi rezerwami dolarów. Czy zamiast je bezprawnie przywłaszczać sobie lub wkupywać się nimi w łaski czerwonych - nie należało ich zużyć na to prowadzenie walki i na pomoc dla tych, którzy zmuszeni ukrywać się, znaleźli się często w sytuacji bez wyjścia? Dając wyraz poglądowi na czynione rekwizycje, walczące „doły” AK stwierdzają równocześnie, że są bezwzględnymi przeciwnikami band rabunkowych i podkreślają swoje stanowisko wykrywaniem ich i likwidowaniem. Złożenie broni przez oddziały AK czerwonym władzom miałoby inny skutek niż przewiduje Pan Pułkownik: pozbawiłoby środków walki i obrony tysiące bojowników idei (gdyby byli tak niedojrzali, że wykonaliby niedorzeczny rozkaz), natomiast elementy bandyckie broń, mimo nakazów i pogróżek, z całą pewnością zawsze zatrzymają, wszak jest dużo broni nie zgłoszonej władzom konspiracyjnym i broni w posiadaniu osobników, na których one nie mają służbowego wpływu. Nie trzeba udowadniać, że w obecnych warunkach rażącej niesprawiedliwości trzymanie przez nas ludzi w garści i przez nas zwalczanie bandytyzmu, da bezwzględne rezultaty. Podobnie argumentem bez znaczenie jest zapowiedź, że po terminie 21 września b.r. kto nie zgłosił się do rejestracji, odpowiadać będzie zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem karnym. Przed terminem było jeszcze gorzej, bo wielu, bardzo wielu oficerów i szeregowych AK odpowiadało z wykraczaniem przez czynniki karzące poza ramy obowiązującego świat cywilizowany ustawodawstwem. Zapowiada się kary. Przecież kary były i są stosowane przez czerwonych z całą perfidią. Cóż się tu może zmienić? Chyba to, że nasza obrona pocznie działać bardziej zorganizowanie i skutecznie, że za nieludzkie katowanie i karanie śmiercią bojowników o Niezależność Polski będziemy czerwonych nieludzko strzelać; jeśli poważą się wyniszczać nasze rodziny - my też potrafimy palić i likwidować przeciwników w sposób bezpardonowy. Niemcy za jednego rozstrzeliwali 10-ciu, 50-ciu lub 100-tu i nie złamali nas, więc nie złamią nas czerwoni. Jeśli zdrajcy nie mają skrupułów, to my walcząc o sprawy słuszne - nie będziemy ich mieli tym bardziej. Wskaźnikiem naszego postępowania jest nie to, co władze oficjalnie głoszą, a co czynią. Nie mogą zasłaniać się prawem, skoro działalność ich jest jednym wielkim bezprawiem. Należy także pamiętać o tym, że stosunek nasz do czerwonych władz ma uzasadnienie nie tylko ideologiczne, ale i formalne: władze te z takich czy innych względów zostały aprobowane przez zagranicę, ale nie zostały uznane przez Naród. Jeśli więc Pan Pułkownik żył myślą wkupienia się przez złożenie broni, to czy nie właściwiej, nie honorowiej było poczekać, aż odbędą się wybory i władze w swe ręce weźmie Rząd z woli Narodu? Pan jednak wolał, nie wiadomo po co i dlaczego, schylić czoło przed uzurpatorami, niż przed Rządem legalnym. Praktyczne znaczenie Pana deklaracji jest ujemne: 

● sugeruje ona światu, że rezygnujemy z walki; 

● stwarza pozory, jakoby czerwone władze, faktycznie zaczęły przejawiać w stosunku do nas dużo dobrej woli; 

● oddziała w sposób niepożądany na Polaków, pozostających za granicą; 

● stwarza sprzyjającą atmosferę przedwyborczą dla czerwonych demagogów; 

● słowem wzmacnia pozycję czerwonego reżimu tak w oczach świata jak i kraju. Aby faktycznie zapewnić warunki dla prowadzenia walki o Sprawiedliwą i Suwerenną, Demokratyczną Polskę, należy stawiać zadania konkretne i prowadzące do określonego celu, postaram się je w przybliżeniu sprecyzować: 

1. Zwolnienie z administracji państwowej, wojska oraz organów bezpieczeństwa obywateli niepolskich i przyjęcie na ich miejsce oficerów, podoficerów i szeregowców AK. Przyjęcie naszych ludzi na miejsce funkcjonariuszy, których wskażemy jako osobników o złej opinii z czasów okupacji niemieckiej. Poza tym przysługuje man prawo uzyskiwania posad i zatrudnień oraz traktowanie nas tak samo jak żołnierzy AL. 

2. Wypuszczenie na wolność aresztowanych wg list złożonych przez władze AK. 

3. Załatwienie sprawy awansów oficerów, podoficerów i szeregowców AK jak następuje: a) tych, którzy brali czynny udział w walce (partyzantka, dywersja, powstanie warszawskie, oddziały zmobilizowane w związku z powstaniem) awansować automatycznie o dwa stopnie, b) członków sztabów terytorialnych i członków czynnych w terenie (insp., podobw., d-cy oddz. terenowych do sekcyjnego włącznie, gońcy itp.) - awansować o jeden stopień. Ponadto niezależnie od awansów automatycznych, awanse i odznaczenia wysuniętych przez d-twa AK, jako specjalnie wyróżniających się zasługami. Takiego podejścia wymagają względy taktyczne (im wyższy stopień tym wyższe kompetencje) i zasada sprawiedliwości. (Kadry AL składają się z oficerów i podoficerów awansowanych o 5-9 stopni, np. z kaprala na pułkownika, względnie osobników, którzy w ogóle nic wspólnego z partyzantką i wojskiem nie mieli, a są dzisiaj oficerami). 4. Wolność słowa, zagwarantowanie możliwości mówienia prawdy o AK (artykułu w prasie, broszury itp.) o osiągnięciach AK w walce z Niemcami. 5. Swoboda czynnego udziału w niezależnych stronnictwach politycznych. 6. Wypłacenie członkom AK, byłym więźniom politycznym, obozu w Oświęcimiu i innych, podobnie jak Żydom, zasiłków pieniężnych umożliwiających stworzenie warunków bytu oraz przyznanie i załatwienie w terminie krótkim odszkodowań, w granicach poniesionych przez więźniów strat materialnych. Zwrot Żydom tylko majątku, który był ich imienną własnością, traktowanie ich nie lepiej, niż byłych więźniów politycznych Polaków. Nie można dla spraw mało ważnych i nieistotnych poświęcać celów podstawowych. Decydując się na jakiś krok, trzeba mieć wyczucie tych celów oraz świadomość swej siły i wartości. Człowiek mający w swej dyspozycji dziesiątki tysięcy żołnierzy uzbrojonych, ich poważny dorobek bojowy, ich gotowość do dalszej walki o Niepodległość Polski, o ład społeczny i sprawiedliwość, musi zdobyć się jeśli nie na więcej, to przynajmniej na tyle odwagi cywilnej, co przywódca prawomyślnej partii. A poza tym, Pan Panie Pułkowniku niech wybije sobie z głowy i niech Pan wytłumaczy czerwonym uzurpatorom, że będziecie nas kiedykolwiek wprowadzali w prawa obywatelskie przez amnestie i łaskawe przebaczenie nam. W imieniu uzbrojonych tysięcy zwracam wam uwagę, że podejście wasze do zagadnienia jest katastrofalnym pomieszaniem pojęć. Za krew przelaną dla Ojczyzny, za odniesione rany, za ofiary z żyć naszych, za cierpienie i poniewierkę dla Polski - wy widzicie jedyną drogę dla nas odzyskania praw obywatelskich i człowieczych przez uznanie i rozgrzeszenie nas. A my wam oświadczamy, że z nami możecie tylko pertraktować jako z reprezentacją większości społeczeństwa polskiego, reprezentacją, której cele są nieskazitelne i słuszne, że wolno do niej odnosić się jedynie z respektem i szukać form do realizacji jej postulatów. W imienni Oficerów, Podoficerów i Szeregowców, wiernych ideologii AK (-)WAZBIW kpt. [kpt. Stanisław Sojczyński „Warszyc”]

 ZBIGNIEW HERBERT

Wilki

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy

szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać

już nie zostanie agronomem
"Ciemny" a "Świt" - księgowym
"Marusia" - matką "Grom" - poetą
posiwia śnieg ich młode głowy

nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać

przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować - gryzipiórkom -
i gładzić ich zmierzwioną sierść

ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy

 

 

Jan Rzepecki mianowany przez RJN w marcu 1945 r. I zastępcą gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka", po jego aresztowaniu przez NKWD został p.o. komendanta organizacji "Nie" ("Niepodległość"). Następnie stał na czele Delegatury Sił Zbrojny ch, utworzonej w kwietniu (formalnie mianowany na to stanowisko w 13 maja 1945 r.) i rozwiązanej w sierpniu 1945 r. Następnie został prezesem Głównego Komitetu Wykonawczego Zrzeszenia "WiN" ("Wolność i Niezawisłość"), powołanego we wrześniu tego roku. Używał wówczas pseudonimów: "Ożóg" i "Ślusarczyk". Wycofał poparcie i uznanie dla rządu emigracyjnego i przerzucił je na PSL mikołajczykowskie. Aresztowany przez UB 5 listopada 1945 r., w procesie kierownictwa "WiN" (toczącym się przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie od 4 stycznia do 3 lutego 1947) został skazany na karę 8 lat więzienia z zaliczeniem aresztu śledczego.  Ułaskawiony decyzją B. Bieruta w pierwszym dniu jego urzędowania (5.02.1947), 22 kwietnia wygłosił odczyt pt: "Wyjdź z podziemia - buduj Polskę", którego tekst opublikowano następnie w kilku pismach.  W czasie śledztwa w areszcie przy ul. Rakowieckiej oprawcy „przekonywali" Rotmistrza Pileckiego, aby namawiał do ujawniania się żołnierzy niepodległościowego podziemia. Tak jak zrobił to płk Jan Rzepecki. Po niespełna 24 godz. spędzonych w mokotowskim areszcie Rzepecki ujawnił organizację i wszystkie jej tajemnice: archiwa, pieniądze, drukarnie, radiostacje. Wielu ludzi trafiło wtedy za kraty. Dziś nie ma wątpliwości, że Rzepecki nie był torturowany. W liście do Franciszka Niepokólczyckiego (następnego komendanta WiN-u) napisał: „Jest to wyjście jedyne, a zarazem korzystne, gdyż władze bezpieczeństwa rzetelnie dotrzymują obietnicy, że kto wezwania naszego do ujawnienia usłucha, ten nie będzie odpowiadał za swoją dotychczasową działalność i ani na chwilę nie będzie pozbawiony wolności – oczywiście z wyjątkiem tych, którzy przez swoją niemoralną i występną działalność wpędzili nas w takie położenie". Rzepecki – doświadczony konspirator – nie wiedział, że tym „niemoralnym" może się okazać każdy?  Rotmistrz Witold Pilecki na takie dictum? ubekom odpowiedział: „Rzepeckiemu za to, co zrobił, prawdziwi patrioci naplują w twarz". Rotmistrz współpracy odmówił, został więc najpierw zmaltretowany, a potem zamordowany.  Od 1947 r. wicedyrektor Wojskowego Instytutu Naukowo-Wydawniczego, potem pracownik Wydziału Studiów Akademii Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Od 1949 r. ponownie więziony. Zwolniony w grudniu 1955 r. i zrehabilitowany, został pracownikiem naukowym Instytutu Historycznego Polskiej Akademii Nauk, gdzie uzyskał doktorat. Od grudnia 1956 r. członek Zarządu Głównego i Rady Naczelnej ZBoWiD (Związek Bojowników o Wolność i Demokrację), w pracach ZG jednak nie brał udziału i w 1958 r. został z niego usunięty, natomiast członkiem RN pozostawał do 1959 r.
64 Zbiorcza Dywizja Wojsk Wewnętrznych NKWD (ros. 64 Сводная дивизия внутренних войск НКВД) – jedna z radzieckich dywizji w strukturze wojsk wewnętrznych NKWD z okresu II wojny światowej. Utworzono ją głównie w celu zwalczania Armii Krajowej.

Pułkownik Aron Pałkin
szef Samodzielnego Wydziału D (ekspertyzy dokumentów, przygotowanie i fałszowanie) w Ministerstwie Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR,
był dowódca oddziału, który od 20 czerwca 1946 na polecenie ZSRR oraz polskich komunistów
 w tym Bolesława Bieruta przeprowadził oraz kontrolował masowe fałszerstwa w czasie referendum z 30 czerwca 1946 oraz wyborów do Sejmu Ustawodawczego z dnia 19 stycznia 1947. 22 czerwca 1946 płk. Pałkin oraz rezydent MGB w Polsce płk. Siemion Dawydow przedstawili Bierutowi i Gomułce skuteczny plan wygrania referendum oraz sprawne przeprowadzenie korekty wyników głosowania. Sfałszowanie referendum z roku 1946 było w PRL jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic państwowych.
Hrubieszów, koniec maja 1946 r.
PRLowcy oficerowie sztabu 5 p.p., biorący udział w pościgu za oddziałami podziemia niepodległościowego AK-WIN, po nocnym ataku 27/28-o5-1946 r.
Pierwszy z lewej stoi świeżo zwerbowany por. Wojciech Jaruzelski (od 29-03-1946 r. jako tajny informator "Wolski").
Od prawej stoją: por. Pietrykowski i kpt. Kotwicki.
Od jesieni 1945 r. do początków 1947 r. Wojciech Jaruzelski uczestniczył w rejonie Hrubieszowa w walkach z niepodległościowym polskim podziemiem i Ukraińcami dążącymi do powstania ich wolnego państwa. Zasługi Jaruzelskiego w tym okresie zostały docenione przez dowództwo, które odznaczyło go Krzyżem Walecznych. Jako oficer zwiadu w sztabie 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty odpowiadał za kontakty z Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Hrubieszowie i stacjonującym tam 98. Pułkiem Wojsk Wewnętrznych NKWD. - Niewykluczone, że na tym styku ze służbami specjalnymi doszło do werbunku Jaruzelskiego przez Informację Wojskową - mówi historyk Mariusz Zajączkowski z lubelskiego IPN. 27 maja 1946 r. połączone siły polsko-ukraińskie (WiN-UPA i Służby Bezpieczeństwa OUN) w liczbie około 450 żołnierzy uderzyły na Hrubieszów. Operacja miała na celu uwolnienie aresztowanych z miejscowego więzienia, spalenie dokumentów Komisji Przesiedleńczej oraz rozbicie siedzib UB i NKWD. Zaskoczeni ubecy poddali się bez walki, a partyzanci uwolnili przetrzymywanych w piwnicach UB więźniów. Opanowano także siedzibę powiatowego komitetu partii. Na najbardziej znienawidzonych wyższych funkcjonariuszach partyjnych i szczególnie okrutnych ubekach wykonano - jak ustalili Grzegorz Motyka i Rafał Wnuk z IPN - wyroki śmierci. Chociaż pododdziały stacjonującego kilometr za Hrubieszowem 5. pułku piechoty nie broniły miasta przed atakiem (dowódcy WiN zawarli tajne porozumienie z komendanturą hrubieszowskiego garnizonu), a cały ciężar walki spadł na siły NKWD i ściągnięty z Lublina batalion wojsk wewnętrznych, Wojciech Jaruzelski za postawę bojową podczas tych wydarzeń został wyróżniony w rozkazie przed frontem kompanii. Jaruzelski brał także udział w walkach z polskim podziemiem niepodległościowym w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego, będąc od połowy lipca 1946 r. wojskowym komendantem miasta. Jego pułk walczył z WiN, m.in. z oddziałem Prawdzica. Wspierały go jednostki UB, MO i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 22 lipca 1946 r. Jaruzelski (Wolski) otrzymał awans na stopień kapitana (w drugą rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN). W maju 1949 r. 26-letnim Jaruzelskim, który zdążył już awansować na podpułkownika i objąć stanowisko szefa wydziału w Oddziale Szkół i Kursów Sztabu Generalnego WP, zainteresował się wywiad wojskowy. Ówczesny szef wywiadu gen. Wacław Komar wytypował Jaruzelskiego do wydziału zwiadu wojskowego Oddziału II Sztabu Generalnego. Potrzebna mu była jednak pozytywna opinia Głównego Zarządu Informacji WP. Jego szefostwo tak charakteryzowało Wolskiego: "Jednostka wartościowa, członek partii, dobry tajny współpracownik (...)". Po takiej laurce stalinowskich organów represji przed ambitnym oficerem otworzyła się perspektywa świetlanej kariery w armii. Już rok później Jaruzelski odpowiadał za całość szkolenia oficerów zawodowych w Głównym Zarządzie Wyszkolenia Bojowego. W następnych latach późniejszy szef państwa studiował na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu i Leninizmu, ukończył też Wydział Rozpoznawczy Akademii Sztabu Generalnego. 14 lipca 1956 r., mając zaledwie 33 lata, został jednym z dwóch najmłodszych generałów armii, którą dowodził sowiecki marszałek Konstanty Rokossowski.

Józef Czaplicki vel Izydor Kurtz  Jego zadaniem było prześladowanie Armii Krajowej. Ze względu na znęcanie się nad Akowcami, przezwano go w bezpiece Akower.  Urodził się 31 VIII 1911 r. najprawdopodobniej w Łodzi w rodzinie żydowskiego kupc a. Od końca lat 20. związany ze Związkiem Młodzieży Komunistycznej, a następnie z Komunistyczną Partią Polski. W 1931 r. został aresztowany i skazany na trzy lata więzienia za działalność antypaństwową. Od marca 1941 r. był uczestnikiem specjalnego kursu dywersyjno-wywiadowczego NKWD w Gorki, po którym został szefem zwiadu w partyzantce sowieckiej w lasach briańskich.  Służbę w polskim resorcie bezpieczeństwa rozpoczął 6 VIII 1944 r. Musiał odznaczyć się sporymi sukcesami – bowiem szybko awansował na stanowiskach w Warszawie, Łodzi, a wreszcie w stołecznej centrali, gdzie objął funkcję dyrektora departamentu odpowiedzialnego za zwalczanie podziemia. Piastując kolejne stanowiska kierownicze, bezsprzecznie stał się Czaplicki jedną z najważniejszych postaci w MBP – zwłaszcza że – obok płk Julii Brystygierowej – przyszło mu najdłużej kierować departamentami operacyjnymi MBP. W trakcie kierowania pionem walki z podziemiem politycznym i zbrojnym J. Czaplicki był odpowiedzialny za represje spełniające w pełni wymogi zbrodni komunistycznych (w tym za bliżej nieznaną liczbę morderstw) – nieprzypadkowo też przylgnął do niego jeszcze w latach 1945 – 1946 przydomek Akower.

 

Amnestia druga w 1947 roku – amnestia skierowana do żołnierzy i działaczy polskiego podziemia antykomunistycznego. Ustawa o amnestii została uchwalona przez polski Sejm 22 lutego 1947 r. Faktycznym celem amnestii była likwidacja zorganizowanego oporu przeciwników "władzy ludowej". Obietnic amnestyjnych nie dotrzymano. Zebrana w toku przesłuchań wiedza posłużyła do późniejszych represji wobec ujawnionych i dotarcie do osób nadal prowadzących walkę.  Po sfałszowanych wyborach do Sejmu władze komunistyczne postanowiły zadać kolejny cios swoim przeciwnikom. Wykorzystano przy tym powszechny upadek nastrojów związany z brakiem reakcji Zachodu na fałszerstwa wyborcze i brak nadziei na odzyskanie przez Polskę niezawisłości. Amnestia miała być aktem "dobrej woli" i łaską zwycięzców nad zwyciężonymi. Do jej rozpropagowania zaangażowano potężny aparat propagandowy.Amnestia obowiązywała przez dwa miesiące, od 25 lutego do 25 kwietnia 1947 roku. Nie przewidziano możliwości jej przedłużenia. Wykonanie ustawy amnestyjnej powierzono, podobnie jak w 1945 r., Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Amnestia nie obejmowała członków ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, uznanych za sojuszników Niemiec. W całym kraju przy Powiatowych Urzędach Bezpieczeństwa Publicznego powołano Państwowe Komisje Amnestyjne. Główną rolę w tych komisjach odgrywali funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Każdy ujawniający się zdawał broń, jeżeli taką posiadał, wypełniał szczegółowy formularz, w którym podawał swoją przynależność organizacyjną, pseudonim oraz szereg innych istotnych informacji.  W czasie amnestii z podziemia wyszło 53 517 osób, swoją działalność ujawniło także 23 257 osób przebywających w więzieniach. Łącznie amnestia objęła 76 774 osoby. Głównie byli to żołnierze oddziałów niepodległościowego podziemia, członkowie organizacji podziemnych oraz dezerterzy z WP, MO, KBW i UB. Według szacunków MBP, podziemie opuściło około 90 proc. członków WiN i ok. 60 proc. żołnierzy podziemia narodowego. Dla porównania - w roku 1945 podziemie opuściło tylko 30 217 osób, część z nich jednak na powrót podjęła walkę z komunizmem.  Po upływie terminu amnestii w 1947 r. w podziemiu pozostało nie więcej niż 2 tys. osób. Szacunki Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego wskazywały na znacznie mniejszą liczbę: ok. 250 partyzantów działających w 52 zbrojnych grupkach. W wyniku amnestii z 1947 r. praktycznie przestało istnieć zorganizowane podziemie zbrojne w kraju. Dzięki informacjom uzyskanym przez UB od ujawniających się ludzi, przyspieszyła akcja wykrywania i niszczenia pozostałych grup partyzantów. Komuniści wcale nie myśleli stosować się do uchwalonych przez siebie praw. Gdy tylko zaprzestano wykonywać amnestię, natychmiast przystąpiono do analizy zebranego materiału, a następnie do aresztowań osób ujawnionych, pod zarzutem dalszego prowadzenia działalności antypaństwowej. Ludzie ujawnieni w 1947 r. w latach 1948-1950 byli ponownie aresztowani i skazywani za czyny objęte ową amnestią. Zapadały często wysokie wyroki. Zmuszano ich niejednokrotnie do współpracy z UB i wydawania ukrywających się kolegów. Część osób ponownie zeszła do podziemia, rzadko jednak organizując zbrojny opór.

 

    

       Pozostali przy dalszej walce o Niepodległość Polski nazywani byli bandami NSZ, co miało podkreślić ich wcześniejsza współpracę z Niemieckim okupantem i przyzwolenie społeczeństwa na ich zlikwidowanie.

W rzeczywistości byli to żołnierze AK nie poddający się przebiegłej akcji likwidacyjnej władzy komunistycznej wprowadzanej na sowieckich bagnetach. Niszcząc wszystko co do tej pory stanowiło największą wartość dla Polski Walczącej.

 Zgodnie z rozkazem (nr 220169) Naczelnego Dowództwa , z 1 sierpnia 1944 r. NKWD i Smiersz (kontrwywiad wojskowy), postępując za linią frontu na terenie Polski zakładało obozy i więzienia dla AK i opozycji. Wedle raportu z października, w ramach wykonania rozkazu w ciągu kilku miesięcy zatrzymano i rozbrojono ok. 25 tys. żołnierzy AK.  Ławrientij Beria w Rozkazie nr 001266/44 z 15 października 1944 r. powołał do stacjonowania w Polsce, 64 Dywizję Strzelców, a w terenach przygranicznych wraz z jednostkami NKWD z Białorusi i Ukrainy. Nie bierzemy tu pod uwagę obozów NKWD na terenach przedwojennej wschodniej Polski. (Np.Sowieci przetrzymywali od lata 1944 r. kilka tysięcy żołnierzy Armii Krajowej, (w raportach z Wileńszczyzny wspomina się nawet o 8 000), w obozie (na terenie ruin zamku) w Miednikach Królewskich koło Wilna).  Do końca 1944 r. NKWD i Smiersz zatrzymały ok. 17 tys. osób, z czego ponad 4 tys. zostało przesłanych do obozów w głębi ZSRR. Oddziały sowieckie, od 1 marca 1945 r. podporządkowane Głównemu Doradcy NKWD przy polskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, działały w Polsce do wiosny 1947 r., a potem te funkcje przyjął UB.  Liczbę zamordowanych i zamęczonych w więzieniach i łagrach w latach 1944-1956 ustalili historycy na ponad pół miliona, w tym 80 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej i 31,5 tysięcy żołnierzy oddziałów leśnych (poakowskich, narodowych i innych.  Na podstawie dokumentacji MBP można ustalić, że w Polsce w kwietniu 1945 r. funkcjonowało 16 obozów (Mrowino, Studzieniec, Świętochłowice – Zgoda, Jaworzno, Zimne Wody, Potulice, Jarosław, Mysłowice, Mielęcin, Wadowice, Krotoszyn, Gdańsk, Łódź, Popkowice, Poniatowa, Łęgnowo), w których było ulokowanych 27 826 więźniów.  W drugiej połowie roku liczba obozów i kolonii rolnych wynosiła 28 placówek (doszły nowe: Głaz, Kcynia, Krzesimów, Leszno – Gronowo, Inowrocław, Oświęcim, Janikowo, Jaksice, Gniewkowo, Będzin, Targowa Górka, Abramów, Stalowa Wola, Toruń – Rudak, Kruszwica, Warszawa, Złotów; przestały zaś funkcjonować: Poniatowa, Gdańsk, Krotoszyn, Wadowice, Zimne Wody, Świętochłowice – Zgoda Od stycznia 1945 r. do sierpnia 1946 r zatrzymały łącznie ok. 47 tys. osób.  A oto tylko niektóre więzienia i obozy NKWD na terenie PRL:      Krzesimów koło Łęcznej, (lipiec 1944 – sierpień 1948) – Pierwszy obóz NKWD na terenie Polski lubelskiej, gdzie zamordowano kilkaset osób, – stąd wywożono do łagrów sowieckich.     Zamek w Lublinie, (w styczniu 1954 r. więzienie przeniesiono do Chełma)- Zamek w Rzeszowie (1944 – 1956) – więzienia NKWD na ziemiach wschodniej RP – miejsca kaźni tych "ze wschodu",którzy najwcześniej i najdłużej walczyli.     Wronki, Rawicz, Fordon...(1945 – 1956) – trzy "centralne" więzienia komunistyczne i około 20 innych, przez które "przeszło" od 150 do 200 tysięcy żołnierzy drugiej konspiracji.     Jaworzno obóz pracy -6 kwietnia 1945 Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego na podstawie okólnika nr 42 utworzyło Centralne Obozy Pracy, powołując obozy w Warszawie, Poniatowej, Krzesimowie, Potulicach i Jaworznie i w (1950 – 1956)Progresywne Więzienie dla Młodocianych w Jaworznie – dla młodocianych więźniów politycznych. Trafiali do niego więźniowie, których wiek nie przekraczał 21 roku życia. Historycy szacują, że przez więzienie przeszło ich około 5 tys.     Majdanek- Lublin (KL) (VII 1944 – XII 1945) – obóz NKWD – stąd wywożono do łagrów sowieckich.      Przemyśl -założony jesienią 1944 r. Obóz przejściowy NKWD nr 49 dla AK i przeciwników okupacji sowieckiej. Wywożono stąd do obozów na Syberii i najczęściej do m. Borowicze, gdzie znajdował się kompleks łagrów NKWD dla AK (Uprawienie nr 270).     Więzienie Montelupich w Krakowie – Od wkroczenia AR w 1945 w budynku znajdowało się ciężkie więzienie Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD, przez które przeszło kilka tysięcy polskich żołnierzy, głównie z Armii Krajowej oraz WiN, z których część wywieziono w głąb ZSRR na zesłanie     Poznań „Specłagier NKWD nr 2 – Dokumenty świadczą o ponad 800 więźniach przebywających w tym obozie w 1945 r., i potem, w dyspozycji poznańskiego WUBP. Wśród przetrzymywanych znajdowali się wyżsi oficerowie AK, a także żołnierze NSZ i działacze SN.}     Trzebuska, Turza koło Sokołowa Małopolskiego (VIII – X 1944) -Obóz NKWD i jedno z miejsc masowych mordów.     KL Warschau Obóz koncentracyjny – Konzentrationslager. Od stycznia 1945 r., do maja 1945 r. prowadzony przez NKWD, a potem do 1949 r. przez UB; Obóz Pracy przy ul. Gęsiej, gdzie w straszliwych warunkach przetrzymywano żołnierzy Armii Krajowej, jeńców i "innych przestępców". Zachowały się przekazy o egzekucjach w tym obozie, dokonywanych przez NKWD. Po wojnie poniosło tu śmierć ok. 1800 osób.     Skrobów koło Lubartowa, na Lubelszczyźnie, obóz NKWD dla żołnierzy AK (1944 – 1945)     Kąkolewnica Obóz NKWD dla AK, od września 1944 r. do listopada 1945 r. przebywało 2500-3000 więźniów. Uroczysko Baran w Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego. Od jesieni 1944 do przełomu stycznia i lutego 1945 roku rozstrzeliwano żołnierzy AK, ale także WiN i BCh.     Rembertów – Specjalny obóz NKWD nr 10 na terenie fabryki Zakłady Amunicyjne Pocisk Sp. Akc., dla łącznie 8000 Polaków; żołnierzy i działaczy Polskiego Państwa Podziemnego. Od września 1944 do lipca 1945 r. NKWD więziło tu, m.in. gen. Emila Fieldorfa „Nila” . 21 maja 1945 oddział AK rozbił więzienie i uwolnił 1446 ludzi, przeznaczonych do wywiezienia do Rosji.     Oświęcim Obozy NKWD i UB, do jesieni 1945 r. w byłym obozie lub w pobliżu, koło dworca kolejowego "Gemeinschaftslagru". Drugi z obozów – założony w obrębie byłego KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince – istniał do marca 1946 roku. W obozach tych przebywało około 15 tysięcy osób, głównie opornych Polaków wobec władzy. Komendantem obozu był sowiecki pułkownik o nazwisku Masłobojew. W księgach parafialnych odnotowano tam zgony 144 osób. Na terenie Śląska działało blisko 30 innych mniejszych obozów NKWD, o których zachowały się jedynie fragmentaryczne relacje ludności miejscowej i osób więzionych.     Toszek obóz NKWD – w ciągu siedmiu miesięcy zmarło w nim około 3,3 tys. więźniów, a dalszych blisko tysiąc – zmarło z wycieńczenia -wkrótce po wyjściu na wolność.     Kędzierzyn i Blachownia oraz w Huta „Hermann Göring” w Łabędach- obozy NKWD, gdzie więźniowie demontowali fabryki i urządzenia, wywożone później do Związku Radzieckiego     Obozy NKWD w Ciechanowie, Działdowie, Świebodzinie i Grudziądzu, z których wyruszyło do obozów około 25 tysięcy osób w głąb Rosji.     Mrowino – Obóz NKWD dla polskich więźniów politycznych od 1945 do 28 czerwca 1956 roku, kiedy to, ok. godz. 18.30 powstańcy poznańscy napadli i wyzwolili jeńców.     Działdowo – na miejscu zagłady przez Niemców 10 tys. Polaków – Obóz Nakazowo Rozdzielczy NKWD Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych dla AK i z Deutsche Volksliste oraz jako przejściowy przy wysiedleniach Polaków z terenu Pomorza do łagrów Związku Sowieckiego od 18 stycznia 1945 do października 1945 r., z Powiatową Komendanturą Wojenną, której komendantem był mjr Witalim Szitow.     Białystok – ul. Ogrodowa (w 1944 r. więzienie i siedziba NKWD, S 1/92)     Kolno – więzienia i siedziba NKWD (S15/95);      Wykaz IPN miejsc grzebania ofiar zbrodniczej działalności aparatu terroru w Polsce w latach 1944 – 1956 zawiera 186 miejsc, w których spoczywają szczątki ofiar komunistycznego państwa bezprawia.

Nagranie z procesu majora Zygmunta Szendzielarza, ps. "Łupaszka"

 

Po rozwiązaniu Armii Krajowej, 19 stycznia 1945r, powołano elitarną organizację NIE, Niepodległość, której Komendantem Głównym został gen. Leopold Okulicki. Następnie NIE rozwiązano po aresztowaniu jej głównych kluczowych dowódców prze NKWD. NIE przemianowano na Delegaturę Sił Zbrojnych. Sama Delegatura została rozwiązana przez jej dowódcę. Jednak poczucie odpowiedzialności za los kraju i osobiste losy żołnierzy skłoniło grupę oficerów z kierownictwa Delegatury do powołania nowej organizacji konspiracyjnej. Jej idea została przedstawiona i przedyskutowana na dwóch ostatnich odprawach u Delegata Sił Zbrojnych płk. Jana Rzepeckiego, w pierwszej połowie sierpnia 1945 r. W tym czasie Bolesław Srocki przygotował wstępny projekt deklaracji ideowej tej organizacji. Miała ona stopniowo zaprzestać walki zbrojnej przenosząc swoje działania na płaszczyznę polityczną. Struktury wojskowe zamierzano ograniczyć do wywiadu i kontrwywiadu oraz nielicznych oddziałów zbrojnych mających charakter samoobrony.  

 

2 września 1945 r., w Warszawie, powołano do życia Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”. Ścisłe kierownictwo Zrzeszenia tworzyli J. Rzepecki „Ślusarczyk” (prezes), Janusz Bokszczanin (wiceprezes), Tadeusz Jachimek „Ninka” (sekretarz generalny), Antoni Sanojca „Skaleń”, Franciszek Niepokólczycki „Halny”, Jan Szczurek-Cergowski „Sławbor”, Józef Rybicki „Maciej”. Wkrótce opublikowano w konspiracyjnej prasie, przeredagowaną przez Jana Rzepeckiego, „Deklarację Ideową WiN”. Organizacja przejęła dużą część dotychczasowych struktur podziemnych i szybko rozrosła się do ok. 20 tys. członków. Formalnie niezależna od rządu polskiego na uchodźctwie, przekazywała na Zachód uzyskane materiały dotyczące sytuacji politycznej, gospodarczej i militarnej w kraju. Głównym celem politycznym Zrzeszenia było doprowadzenie do wolnych wyborów (zagwarantowanych przez Wielką Trójkę w Jałcie) i przekazanie struktur organizacyjnych legalnym władzom Rzeczypospolitej.  WiN z założenia miał być organizacją polityczną, a nie wojskową. Jednak trudno było w krótkim czasie zdemobilizować oddziały leśne. Ich masowe ujawnienie nie wchodziło w grę, albowiem oznaczało również dekonspirację większości lokalnych struktur konspiracyjnych, sieci łączności i kolportażu. Akcję demobilizacji oddziałów leśnych prowadzono systematycznie od chwili powstania Zrzeszenia. Najbardziej zagrożonych ludzi z Rzeszowszczyzny i lwowskiego Zgrupowania AK „Warta” (rozformowanego jeszcze decyzją Delegatury Sił Zbrojnych) przerzucono na Śląsk. W tym czasie na Lubelszczyźnie, Białostocczyźnie i we wschodniej części województwa warszawskiego operowały silne oddziały zbrojne uznające zwierzchność Zrzeszenia. Na tych terenach, pokrytych dużymi kompleksami leśnymi, zdemobilizowane wcześniej przez DSZ oddziały zostały szybko odtworzone. Wskutek siły oddziałów niepodległościowych, na tych terenach PPR okresowo przechodziła do konspiracji, a siły UB i MO nie pojawiały się poza swoimi siedzibami bez znaczącego wsparcia wojska. Sowiecka policja polityczna, NKWD, wspierana przez rodzimych komunistów z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego od pierwszych chwil istnienia WiN-u skłaniała się ku likwidacji Zrzeszenia. Informacje uzyskane dzięki przeprowadzonej akcji ujawnieniowej pozwoliły na szybką infiltrację powstających struktur organizacji korzystającej z dotychczas istniejących kanałów łączności.

 

Już w listopadzie 1945 r. dokonano w Łodzi aresztowań wśród członków Zarządu Głównego Zrzeszenia – Prezesa Jana Rzepeckiego i większość jego współpracowników, łącznie z szefem wywiadu i kontrwywiadu kpt. Henrykiem Żukiem.  J. Rzepecki zdecydował się na podjęcie swoistej gry z Urzędem Bezpieczeństwa i w zamian za obietnice nierepresjonowania członków Zrzeszenia zobowiązał się do ujawnienia organizacji. Wezwał także z więzienia, wzorem J. Mazurkiewicza (którego wcześniej sam skrytykował), do ujawniania się ludzi i struktur konspiracyjnych. Dotychczasowe doświadczenia w postępowaniu komunistycznej władzy z ujawniającymi się oficerami i żołnierzami AK, spowodowały, że wezwania J. Rzepeckiego większość członków „WiN-u” zbojkotowała.  Na przełomie lat 1945/1946 wybrano II Zarząd Główny. Jego Prezesem został Franciszek Niepokólczycki „Halny”. Grono jego najbliższych współpracowników tworzyli: Alojzy Kaczmarczyk „Zośka”, Edward Bzymek-Strzałkowski „Wolski”, Józef Ostafin „Chudy”, Jan Kot „Janusz”, Eugeniusz Ralski „Biały”, Wiktor Langner „Jasny”, Paweł Wieczorek-Lewandowski „Dar” i Walerian Tumanowicz „Jagodziński”. Pod ich kierownictwem zintensyfikowano działania propagandowe wymierzone w ludowe Wojsko Polskie oraz działania wywiadu i kontrwywiadu mające na celu pozyskiwanie informacji opracowywanych następnie przez Biuro Studiów i przekazywanych do rządu RP w Londynie. Działania te były prowadzone głównie przez autonomiczną część organizacji funkcjonującą pod nazwą Brygad Wywiadowczych.  W tym czasie lokalne struktury WiN-u zawarły szereg taktycznych umów o współpracy z innymi organizacjami niepodległościowej konspiracji, a nawet z UPA o zawieszeniu broni. To ostatnie z wymienionych posunięć miało zapobiec wzajemnemu wykrwawianiu się w walkach i oszczędzić siły do walki z komunistami. Najdalej sięgnęło porozumienie zawarte na Lubelszczyźnie, w wyniku którego połączone siły UPA i WiN przeprowadziły wspólne uderzenie 28 maja 1946 r. na siedziby UB i NKWD w Hrubieszowie.  Przed referendum ludowym nasilono akcję „Odpluskwiania”. Celem akcji była dezorganizacja struktur PPR i UB, a realizowaną ją poprzez ostrzeżenia dla nadgorliwych działaczy i funkcjonariuszy, czy próby ich usuwania fałszywymi doniesieniami do UB. Łudzono się, że w wyniku referendum i nadchodzących wyborów będzie możliwe wyprowadzenie Zrzeszenia z konspiracji. Nawoływania WiN-u do głosowania w referendum przeciwko dwóm pierwszym punktom i za trzecim (granice zachodnie) przyniosły spodziewane efekty, czego dowodem były rzeczywiste wyniki referendum z 30 czerwca 1946 r.

 

Niestety oficjalnie ogłoszone wyniki odbiegały znacznie od tych oczekiwanych przez niepodległościowe podziemie.  Klęska polityki wewnętrznej Zrzeszenia doprowadziła do zmiany priorytetów organizacyjnych. Postanowiono nasilić działania informacyjne wobec opinii publicznej wolnego świata. W tym celu Wacław Lipiński opracował, uzupełniony później w krakowskim Biurze Studiów, „Memoriał do Rady Bezpieczeństwa ONZ”, przygotowano prośbę do Trybunału w Hadze, listy do prezydenta USA H. Trumana i do prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Karola Rozmarka. Dokumenty te przerzucili na Zachód emisariusze Zrzeszenia: Kazimierz Rolewicz, Wacław Bniński, Józef Maciołek i Stefan Rostworowski, którzy wyruszyli z kraju w drugiej połowie lipca 1946 r. Ich zadaniem było też zorganizowanie Delegatury Zagranicznej WiN koordynującej pomoc dla kraju i utrzymującej kontakty z władzami emigracyjnymi i rządami państw sojuszniczych. Delegatura Zagraniczna WiN funkcjonowała do 1953 r.  W sierpniu 1946 r. zaczęła się w seria aresztowań wśród członków II Zarządu Głównego. Jako pierwszego ujęto Edwarda Bzymkę-Strzałkowskiego. Aby uniemożliwić dalsze śledztwo próbował popełnić samobójstwo wyskakując z wysokiego piętra gmachu WUBP w Krakowie. Odratowano go i natychmiast poddano intensywnemu śledztwu. Dalsze aresztowania były tylko kwestią czasu. 22 października 1946 r. został aresztowany w Zabrzu Prezes Franciszek Niepokólczycki. Aresztowanie przywódców Zrzeszenia jesienią 1946 r. nie zlikwidowało organizacji, a jedynie jej centralną strukturę kierowniczą. Próbę jej odbudowy podjął niemal natychmiast Wincenty Kwieciński „Głóg”, prezes Obszaru Centralnego. Była to zarazem potrzeba chwili, z racji zbliżających się wyborów do Sejmu.  Podobnie oceniali sytuację szefowie Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, dlatego też w grudniu 1946 r. i na początku stycznia 1947 r. przeprowadzono kolejną serię aresztowań wśród działaczy WiN-u i współpracujących z nim organizacji. 6 grudnia 1946 r. aresztowano Adama Obarskiego z Niezależnej PPS, później kierującą wywiadem III Zarządu Głównego Halinę Sosnowską. 5 stycznia z kolei ujęto W. Kwiecińskiego. Sukcesem dla funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa zakończyła się również próba ujęcia jego dwóch zastępców – Stanisława Sędziaka (4 stycznia 1947 r.) i Kazimierza Czarnockiego. Ponadto aresztowano również Wacława Lipińskiego ze Stronnictwa Niezawisłości Narodowej i Włodzimierza Marszewskiego ze Stronnictwa Narodowego.  4 stycznia 1947 r. rozpoczął się w Warszawie proces I Zarządu Głównego. Wyrok zapadł 3 lutego 1947 r.  Przeprowadzone w atmosferze terroru wybory 19 stycznia 1947 r. zostały przez komunistów sfałszowane i tym sposobem uzyskali oni pełnię władzy w Polsce. Zachodnie demokracje nie zdobyły się na odrzucenie ich wyników. W tej sytuacji komuniści ogłosili 22 lutego 1947 r. kolejną „amnestię”. Ponad dwadzieścia tysięcy członków Zrzeszenia WiN pozostających dotychczas w konspiracji ujawniło się za zgodą swoich przełożonych. Pozwoliło to funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa znacznie poszerzyć swoją wiedzę o strukturach konspiracyjnych, a także o ludziach z kierownictwa organizacji ciągle pozostających w podziemiu.  Jeszcze w styczniu 1947 r. prezes Obszaru Południowego Łukasz Ciepliński z grupą swoich współpracowników (Adamem Lazarowiczem, Mieczysławem Kawalcem, Ludwikiem Kubikiem, Józefem Rzepką, Franciszkiem Błażejem) podjął decyzję o powołaniu IV Zarządu Głównego i kontynuowaniu działalności organizacyjnej. Żaden z nich nie miał już złudzeń co do wybuchu III wojny światowej, ale uważano, że ci którzy pozostali w konspiracji, pomimo amnestii muszą mieć sprawdzone kierownictwo, gdyż w przeciwnym wypadku staną się ofiarami prowokacji przygotowanej przez NKWD. Pomimo załamania się nastrojów społecznych i ogromnego nasilenia terroru UB w okresie likwidacji PSL-u i PPS-u Ł. Cieplińskiemu udało się w pewnym stopniu odbudować struktury WiN-u. Rozwinięto działalność wywiadowczą przeciwko jednostkom sowieckim stacjonującym na ziemiach polskich. Prowadzono wywiad polityczny gromadząc informacje o działalności partii i stronnictw politycznych w Kraju oraz o stosunkach Polski z sąsiednimi państwami. W ramach działalności kontrwywiadowczej wprowadzono swoich ludzi do struktur Urzędu Bezpieczeństwa i PPR.

 

W czerwcu 1947 r. z Zachodu dotarł do kraju kurier Jerzy Woźniak wiozący nowe szyfry ułatwiające kontakt z Delegaturą Zagraniczną, rozbudowaną do tego stopnia, że obok centrali w Monachium miała swoje placówki w Paryżu, Londynie, Sztokholmie, Rzymie i w USA. Kilka miesięcy później, 11 sierpnia 1947 r., rozpoczął się pokazowy proces II Zarządu Głównego i grupy działaczy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Niemal miesiąc później, 10 września 1947 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie ogłosił wyrok. F. Niepokólczyckiego i jego najbliższych współpracowników skazano na karę śmierci. Pozostałych na długoletnie więzienie.  W drugiej połowie 1947 r. UB przeprowadziło masowe aresztowania wśród byłych żołnierzy AK. UB udało się aresztować między innymi dowódców oddziałów - Jana Totha „Mewę” (aresztowany 17 lipca 1947 r., stracony 24 czerwca 1949 r.), mjr Hieronima Dekutowskiego „Zaporę” (zatrzymany 16 września 1947 r., stracony 7 marca 1949 r.). Brutalnie postępowanie z aresztowanymi, przy równoczesnym stosowaniu nielegalnych metod śledczych pozwoliło funkcjonariuszom UB uzyskać dane dotyczące osób podtrzymujących system łączności podziemia. Zatrzymywano kolejnych łączników, starając się w czasie śledztwa uzyskać dalsze informacje, by dotrzeć do IV Zarządu Głównego WiN, o istnieniu którego komuniści wiedzieli. W końcu zdołano aresztować ludzi bezpośrednio związanych z Zarządem. To zapoczątkowało ostateczną likwidację Zrzeszenia. W końcu września 1947 r. rozpoczęła się następna fala aresztowań w strukturach kierowniczych WiN-u. 27 listopada 1947 r. w Zabrzu ujęto Ł. Cieplińskiego, a 1 lutego 1948 r. w Poroninie ostatniego z grupy - M. Kawalca. W trakcie wyczerpującego śledztwa nakłoniono do współpracy aresztowanego 27 stycznia 1948 r. Stefana Sieńkę (szefa Biura Studiów IV Zarządu) i wykorzystano go do wprowadzenia do organizacji agentów. Uwiarygodnieni przez S. Sieńkę, weszli w struktury Zrzeszenia, tworząc tzw. V Komendę WiN-u. Pozwoliło to UB przez następne cztery lata kontrolować działalność dziesiątków osób wciągniętych do tej „konspiracji”, nieświadomych rzeczywistej roli V Komendy WiN-u i gry w ramach operacji prowadzonej przez UB pod kryptonimem „Cezary”. W rezultacie większość struktur Zrzeszenia zostało rozpracowanych i przystąpiono do likwidacji jego oddziałów zbrojnych. Jednym z pierwszych był oddział kpt. Zygmunta Brońskiego „Uskoka”, poległego 29 maja 1949 r.  Od 5 do 14 października 1950 r., po okrutnym śledztwie zorganizowano w Warszawie pokazowy proces osób z ostatniego faktycznego Zarządu Głównego WiN-u. Przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie stanął między innymi Ł. Ciepliński. Razem z innymi sześcioma sądzonymi został skazany na karę śmierci (wyrok wykonano 1 marca 1951 r. w więzieniu na Mokotowie); jedną osobę skazano na dożywotnie więzienie, a wobec dwóch sądzonych w tym procesie kobiet orzeczono karę kilkunastoletniego pozbawienia wolności.  Historia Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” miała się zakończyć w grudniu 1952 r., kiedy to Urząd Bezpieczeństwa Publicznego ujawnił swoją inspirującą rolę w V Komendzie WiN-u, w ramach prowadzonej Operacji „Cezary”. W rzeczywistości resztki oddziałów zbrojnych wywodzących się ze Zrzeszenia WiN przetrwały dłużej. Mjr Jan Tabortowski „Bruzda” zginął 23 sierpnia 1954 r., a ostatni z żołnierzy oddziału „Uskoka”, Józef Franczak „Lalek”, poległ 21 października 1963 r.!  Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, jako stowarzyszenie społeczno-kombatanckie, reaktywowano w 1999 r.

Więcej... 



 

 

Wyrok Śmierci na Żołnierzy Wyklętych, rozwieszany by zastraszyć społeczeństwo

MARSZ "WIN-u”

Maszerują cicho niby cienie
poprzez miasta, wsie, lasy, góry i pola.
Niejednemu wyrwie się westchnienie,
Idą naprzód – taka ich wola.
I idą wciąż naprzód, bo taki ich los,
I ani żal, ani tęsknota
Z tej drogi zawrócić nie zdoła ich nic,
Bo to jest WIN-u rota.
A gdy księżyc wyjdzie spoza chmury
I nastanie cicha, piękna noc,
To WIN-owców roty ciągną sznury,
Widać wtedy siłę ich i moc.
Rota, rota bo to jest WIN-u rota.
Rota, rota WIN-u rota
Choć twardą im była germańska dłoń,
Do boju w AK ich parła ochota
I zawsze zwycięstwo musiało ich być,
Bo to jest WIN-u rota.
Teraz za drugiego okupanta,
Jeszcze nam nie oschła jedna krew.
Po zdradziecku sięga nam do gardła,
W tajgi Sybiru chce nas wieźć.
Pomylił się Stalin, pomylił się wróg,
Zawiodła się ruska hołota;
Za Sybir, za Katyń ,za Wilno, za Lwów,
Zapłaci WIN-u rota.
Rota, rota bo to jest WIN-u rota.
Rota, rota WIN-u rota.
Za Zamek w Lublinie, Rzeszowie, Mokotów,
Zapłaci WIN-u rota.
Rota, rota bo to jest WIN-u rota.
Rota, rota WIN-u rota.
Za Strzelce Opolskie, za Wronki, za Rawicz, Montelupich
Zapłaci WIN-u rota.
Rota, rota bo to jest WIN-u rota.
Rota, rota WIN-u rota.
Za Sztum, za Fordon, za Barczew, Jaworzno
Zapłaci WIN-u rota.
Rota, rota bo to jest WIN-u rota.
Rota, rota WIN-u rota.

Ci żołnierze Powstania Niepodległościowego po 1944, którzy przeżyli, a przebywali w więzieniach PRL doczekali trzeciej ustawy o amnestii z 27 kwietnia 1956 r. Wtedy to z więzień wypuszczono wszystkich skazanych żołnierzy AK-WIN na kary nie wyższe niż 5 lat pozbawienia wolności, a pozostałym znacznie zmniejszono wyroki. Wyroki śmierci i dożywocia zamieniono na 15 lat więzienia. Istotne znaczenie amnestii z 1956 r. polegało na tym, że na jej podstawie uwolniono tysiące żołnierzy AK-WIN, skazanych za walkę o niepodległość Polski. System tak się umocnił że przestali być zagrożeniem dla komunistów wspartych obecnością wojsk ZSRR na terenie Polski.

USTAWA o amnestii. z dnia 27 kwietnia 1956 r.  
Biorąc pod uwagę wielkie osiągnięcia Narodu Polskiego w budownictwie ustroju socjalistycznego i związane z tym umocnienie Państwa Ludowego,  celem umożliwienia osobom, które dopuściły się przestępstw, szybszego powrotu do normalnego życia,  celem ułatwienia powrotu do kraju i włączenia się do twórczej pracy Narodu Polskiego również tym obywatelom polskim i byłym obywatelom polskim, którzy popełnili przestępstwa,  uwzględniając znaczny upływ czasu od chwili popełnienia niektórych przestępstw w okresie poprzedzającym powstanie Polski Ludowej  stanowi się, co następuje:  Art. 1. Puszcza się w niepamięć i przebacza popełnione przed dniem 15 kwietnia 1956 r.:  1) przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 5 określone:  – w rozdziałach I i II dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa (Dz. U. Nr 30, poz. 192 z późniejszymi zmianami),  – w dekrecie z dnia 5 sierpnia 1949 r. o ochronie wolności sumienia i wyznania (Dz. U. Nr 45 poz. 334),  – w art. 100 § 2 kodeksu karnego z 1932 r.,  – w dekrecie z dnia 26 października 1949 r. o ochronie tajemnicy państwowej i służbowej (Dz. U. Nr 55, poz. 437),  – w art. 90 i 91 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1950 r. o powszechnym obowiązku wojskowym (Dz. U. Nr 6, poz. 46),  – w art. 30 dekretu z dnia 23 marca 1956 r. o ochronie granic państwowych (Dz. U. Nr 9, poz. 51),  – w rozdziale XVII i art. 152 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego,  2) inne przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 2 lub karą grzywny albo obu tymi karami łącznie; kobietom puszcza się w niepamięć i przebacza przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3 lub karą grzywny albo obu tymi karami łącznie a kobietom mającym w dniu wejścia w życie ustawy dziecko poniżej lat 14 – przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 5 lub karą grzywny albo obu tymi karami łącznie,  3) występki skarbowe zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 2 lub karą grzywny do 2000 zł albo obu tymi karami łącznie,  4) naruszenia dyscypliny pracy,  5) wykroczenia i wykroczenia skarbowe,  6) czyny, za które została orzeczona kara przez b. Komisję Specjalną do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Orzeczenia  Art. 2. 1. W sprawach określonych w art. 1 postępowania nie wszczyna się a postępowanie wszczęte umarza się; kary w całości lub w części nie wykonane oraz nie ściągnięte koszty i nawiązki daruje się; skazanie uważa się za niebyłe, a karty karne ulegają usunięciu z rejestru skazanych.  2. Prawomocne orzeczenia o przepadku narzędzi przestępstwa, przedmiotów pochodzących z przestępstwa albo mienia, którego posiadanie jest zakazane lub wymaga zezwolenia – podlegają wykonaniu.  3. W razie umorzenia postępowania organ stosujący amnestię może orzec przepadek narzędzi przestępstwa przedmiotów pochodzących z przestępstwa albo mienia, którego posiadanie jest zakazane albo wymaga zezwolenia.  Art. 3. 1. W sprawach o przestępstwa popełnione przed dniem 15 kwietnia 1956 r., zagrożone karą więzienia powyżej lat 5 lub karą surowszą a określone:  – w rozdziałach I i II dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa (Dz. U. Nr 30. poz. 192 z późniejszymi zmianami) z wyjątkiem art. 38,  – w dekrecie z dnia 5 sierpnia 1949 r. o ochronie wolności sumienia i wyznania (Dz. U. Nr 45, poz. 334),  – w dekrecie z dnia 26 października 1949 r. o ochronie tajemnicy państwowej i służbowej (Dz. U. Nr 55, poz. 437),  – w art. 91 ust. 2 i art. 92 ustawy z dnia 4 lutego 1950 r. o powszechnym obowiązku wojskowym (Dz. U. Nr 6, poz. 46),  – w ustawie z dnia 29 grudnia 1950 r. o obronie pokoju (Dz. U. Nr 58, poz. 521),  – w rozdziale XVII Kodeksu Karnego Wojska Polskiego,  – w art. 100 § 1 i art. 101 kodeksu karnego z 1932 r.,  1) daruje się karę pozbawienia wolności orzeczoną w rozmiarze do lat 5 oraz w części nie wykonanej orzeczoną obok tej kary – karę, grzywny,  2) łagodzi się:  a) o połowę – karę więzienia orzeczoną w rozmiarze powyżej lat 5, lecz nie wyżej lat 10,  b) o 1/3 – karę więzienia orzeczoną w rozmiarze powyżej lat 10;  3) zamienia się karę więzienia dożywotniego – na karę 12 lat więzienia, a karę śmierci – na karę 15 lat więzienia.  2. W sprawach o przestępstwa popełnione przed dniem 15 kwietnia 1956 r., a nie wymienione w art. 1 i w art. 3 ust. 1 – daruje się karę pozbawienia wolności orzeczoną w rozmiarze do lat 2 oraz w części nie wykonanej – karę grzywny orzeczoną w rozmiarze do 2000 złotych.  3. W sprawach o przestępstwa określone w ust. 2 daruje się kobietom karę pozbawienia wolności orzeczoną w rozmiarze do lat 3, a kobietom mającym w dniu wejścia w życie ustawy dziecko w wieku poniżej lat 14 – karę pozbawienia wolności orzeczoną w rozmiarze do lat 5; ponadto kobietom daruje się w części nie wykonanej – karę grzywny orzeczoną w rozmiarze do 2000 złotych. Orzeczenia  Art. 4. 1. W razie darowania kary pozbawienia wolności na podstawie art. 3 ust. 1 pkt 1 i art. 3 ust. 2 i 3 – daruje się kary dodatkowe utraty praw publicznych lub obywatelskich praw honorowych, jak również w części nie wykonanej – karę przepadku mienia, z wyjątkiem przepadku mienia, którego posiadanie jest zakazane lub wymaga zezwolenia.  2. W razie złagodzenia kary więzienia (art. 3 ust. 1 pkt 2):  a) skraca się o połowę czas, na który orzeczono utratę praw publicznych lub obywatelskich praw honorowych, a w przypadku orzeczenia utraty praw na zawsze – do lat 5; daruje się w części nie wykonanej karę przepadku mienia z wyjątkiem mienia, którego posiadanie jest zakazane lub wymaga zezwolenia,  b) daruje się w części nie wykonanej kary dodatkowe orzeczone przez sądy wojskowe za przestępstwo popełnione przez nieletniego w wieku do lat 17; nie dotyczy to kary dodatkowej przepadku przedmiotów majątkowych i narzędzi.  3. W razie zamiany kary więzienia dożywotniego lub kary śmierci (art. 3 ust. 1 pkt 3) czas trwania utraty praw publicznych lub obywatelskich praw honorowych skraca się do lat 5.  4. Przepisy ust. 1 – 3 stosuje się odpowiednio w przypadku, gdy darowanie lub złagodzenie kary pozbawienia wolności nie następuje z powodu odbycia tej kary.  Art. 5. 1. Jeżeli z okoliczności sprawy o przestępstwo określone w art. 3 wynika, że należałoby za nie orzec karę, która uległaby darowaniu (art. 3 ust. 1 pkt 1 i art. 3 ust. 2 i 3) – sąd umarza postępowanie karne; w toku postępowania przygotowawczego umorzenie postępowania następuje na wniosek prokuratora.  2. W przypadkach wyjątkowych, w szczególności gdy sprawca przestępstwa zgłosił się do organów powołanych do ścigania przestępstw, Sąd Najwyższy (Najwyższy Sąd Wojskowy) na wniosek Prokuratora Generalnego Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej może w sprawie o przestępstwo określone w art. 3 ust. 1 postępowanie umorzyć, jeżeli postępowanie to nie może być umorzone na podstawie ust. 1 z tego względu, że dolna granica kary za to przestępstwo przewyższa 5 lat więzienia.  3. W przypadkach wymienionych w ust. 1 i 2 – stosuje się odpowiednio przepis art. 2 ust. 3. Orzeczenia  Art. 6. 1. Amnestii nie stosuje się do przestępstw określonych w art. 1 pkt 2 i art. 3 ust. 2 i 3, popełnionych w ciągu 5 lat po odbyciu w całości lub przynajmniej w trzeciej części kary pozbawienia wolności orzeczonej za przestępstwo popełnione z tych samych pobudek lub należące do tego samego rodzaju.  2. Jeżeli sprawca przestępstwa, które podlega amnestii na podstawie art. 1 pkt 2 i art. 3 ust. 2 i 3, popełnił w ciągu 2 lat od wejścia w życie ustawy nowe przestępstwo z tych samych pobudek lub należące do tego samego rodzaju, za które zostanie skazany na karę pozbawienia wolności – amnestii nie stosuje się do poprzednio popełnionego przestępstwa, a już wydane orzeczenie o zastosowaniu amnestii ulega uchyleniu.  Art. 7. 1. Puszcza się w niepamięć i przebacza przestępstwa popełnione przez obywateli polskich lub byłych obywateli polskich, którzy powrócili lub powrócą z zagranicy do kraju w ramach repatriacji do dnia 22 lipca 1957 r.; przepis art. 2 stosuje się odpowiednio.  2. Przepis ust. 1 dotyczy przestępstw popełnionych w kraju lub za granicą przed dniem powrotu do kraju.  3. Przepisów ust. 1 i 2 nie stosuje się do zbrodni określonej w art. 1 pkt 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego (Dz. U. z 1946 r. Nr 69, poz. 377 z późniejszymi zmianami).  Art. 8. 1. Nie wszczyna się postępowania, a postępowanie wszczęte umarza się w sprawach o przestępstwa określone:  1) w dekrecie z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego (Dz. U. z 1946 r. Nr 69, poz. 377 z późniejszymi zmianami), z wyjątkiem zbrodni określonej w art. 1 pkt 1 tego dekretu,  2) w dekrecie z dnia 28 czerwca 1946 r. o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w czasie wojny 1939 – 1945 r. (Dz. U. Nr 41, poz. 237), które na podstawie art. 2 ustawy z dnia 20 lipca 1950 r. o zniesieniu sankcji oraz ograniczeń w stosunku do obywateli, którzy zgłosili swą przynależność do narodowości niemieckiej (Dz. U. Nr 29, poz. 270), były wyłączone spod amnestii przewidzianej tą ustawą,  3) w dekrecie z dnia 22 stycznia 1946 r. o odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego (Dz. U. Nr 5, poz. 46).  2. W przypadku niewszczęcia lub umorzenia postępowania zgodnie z ust. 1 – stosuje się odpowiednio art. 2 ust. 3.  3. W sprawach o przestępstwa określone w ust. 1 kary już orzeczone, lecz jeszcze nie wykonane, ulegają darowaniu, złagodzeniu lub zamianie według zasad określonych w art. 3 ust. 1 i art. 4; nie dotyczy to zbrodni określonej w art. 1 pkt 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego (Dz. U. z 1946 r. Nr 69, poz. 377 z późniejszymi zmianami).  Art. 9. 1. W razie zbiegu przestępstw podlegających amnestii stosuje się amnestię do każdego ze zbiegających się przestępstw.  2. W razie zbiegu przestępstwa podlegającego amnestii z przestępstwem nie podlegającym amnestii – stosuje się amnestię do przestępstwa podlegającego amnestii.  3. Po zastosowaniu amnestii zgodnie z ust. 1 lub 2 w miarę potrzeby orzeka się karę łączną na ogólnych zasadach.  Art. 10. 1. Do kar już złagodzonych w drodze amnestii lub łaski stosuje się przepisy ustawy, biorąc za podstawę karę złagodzoną.  2. Jeżeli w drodze amnestii lub łaski złagodzono jedynie karę łączną, uważa się, że kary wymierzone za poszczególne zbiegające się przestępstwa zostały złagodzone do wysokości złagodzonej kary łącznej.  Art. 11. Przepisy ustawy stosuje się odpowiednio do czynów wyczerpujących znamiona przestępstw określonych w ustawie, lecz zakwalifikowanych na podstawie przepisów, które straciły moc obowiązującą. Orzeczenia  Art. 12. 1. Jeżeli ustawa niniejsza nie stanowi inaczej, amnestię stosuje sąd lub prokurator w zależności od tego, przed kim toczy się postępowanie.  2. W stosunku do osób odbywających karę pozbawienia wolności, jeżeli nie zachodzi potrzeba orzeczenia kary łącznej – amnestię stosuje prokurator; w innych przypadkach, w sprawach zakończonych wyrokiem amnestię stosuje sąd.  3. W sprawach o wykroczenia i wykroczenia skarbowe amnestię stosuje właściwy organ administracji państwowej.  Art. 13. 1. Orzeczenia w przedmiocie amnestii zapadają w formie postanowień, chyba że amnestię zastosowano w wyroku; w sprawach rozpoznawanych przez sądy po wejściu w życie ustawy, o darowaniu, złagodzeniu lub zamianie orzeczonej kary orzeka się w wyroku.  2. Na postanowienie w przedmiocie amnestii służy zażalenie. Orzeczenia  Art. 14. 1. Oskarżony lub podejrzany, w stosunku do którego umorzono postępowanie na podstawie art. 2, 5, 7 i 8 – może najdalej w ciągu 30 dni od doręczenia mu lub ogłoszenia postanowienia o umorzeniu postępowania złożyć organowi, który wydał postanowienie – wniosek o rozpoznanie sprawy przez sąd.  2. W razie złożenia wniosku o rozpoznanie sprawy przez sąd postępowanie toczy się w dalszym ciągu na zasadach ogólnych; w razie uznania winy popełnienia przestępstwa określonego w art. 1, 7 lub 8 ust. 1 – sąd uwalnia sprawcę od kary, a w razie skazania za przestępstwo określone w art. 3 stosuje się amnestię do orzeczonej kary.  3. Przepisów ust. 1 i 2 nie stosuje się w przypadku umorzenia postępowania na rozprawie po zamknięciu przewodu sądowego.  Art. 15. Przewidzianą w Kodeksie Karnym Wojska Polskiego karę skierowania do oddziału karnego uważa się w rozumieniu niniejszej ustawy – za karę pozbawienia wolności.  Art. 16. Postępowanie w sprawie stosowania amnestii prowadzi się zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego (Kodeksu Wojskowego Postępowania Karnego), jeżeli przepis ustawy nie stanowi inaczej.  Art. 17. Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.  Przewodniczący Rady Państwa: A. Zawadzki  Sekretarz Rady Państwa: St. Skrzeszewski



ARTUR CEGIEŁKA, IPN
ROZBICIE OBOZU NKWD
Wkroczenie Sowietów do Polski rozpoczęło brutalne zniewalanie narodu
polskiego przez NKWD i UB. Już w 1944 r., ale także w latach
późniejszych, aresztowano i osadzono w więzieniach bądź obozach
przejściowych – przed wywózką w głąb ZSRS – wielu żołnierzy podziemia
niepodległościowego. Jednym z takich obozów był specjalny obóz
NKWD nr 10 w Rembertowie, który został rozbity w nocy z 20 na 21
maja 1945 r. przez oddział ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichury”.
Pomysł uwolnienia Polaków więzionych w rembertowskim obozie1 zrodził się w komendzie
Obwodu Mińsk Mazowiecki AK „Mewa-Kamień”. Dowódca obwodu, kpt. Walenty
Suda „Młot”, wspominając po wielu latach tamto wydarzenie, stwierdził: „To ja poleciłem
przygotowanie i wykonanie akcji odbicia więźniów z obozu w Rembertowie. Rozpoznanie
obozu przeprowadzone było znacznie wcześniej, przed przystąpieniem do planowania akcji”
2. Przygotowaniami kierowali ppor. Edward Świderski „Wicher” i ppor. Edward Wasilewski
„Wichura”, którzy musieli wziąć pod uwagę m.in. to, jakie są codzienne zachowania
Rosjan, ile jest posterunków, jak są zabezpieczone bramy, jak rozstawione baraki i wartownie3.
„Dostałem zadanie rozpracowania położenia obozu, rozmieszczenia poszczególnych
posterunków, bez wyraźnego określenia celu, w jakim te informacje mam zbierać – mówi
jeden z uczestników akcji. – Moje rozpoznanie trwało od [...] drugiej połowy stycznia do
drugiej połowy maja. [...] w tym czasie mieszkałem w domu przy ulicy Księdza Botkiewicza.
Pod pozorem spacerów z narzeczoną dokonywałem obserwacji terenu”4.
Akowcy wiedzieli, że na 25 maja przygotowywany jest transport rembertowskich więźniów
do ZSRS. I postanowili ich uwolnić. To był, oczywiście, główny cel akcji. Ponadto sądzili, że
w obozie więziony jest b. komendant Obwodu „Mewa-Kamień” Ludwik Wolański „Lubicz” (okazało się jednak, że został on zamordowany już w grudniu 1944 r.). Tuż przed samą akcją
dowódca oddziału – twierdzi jeden z jej uczestników – miał powiedzieć swoim podkomendnym,
że muszą rozbić obóz NKWD w Rembertowie, ponieważ jest tam przetrzymywany jego
przyjaciel ppor. Stanisław Maciejewski „Kożuszek”5, który przed aresztowaniem był komendantem
Ośrodka IV Obwodu Mińsk Mazowiecki AK „Mewa-Kamień”. Kapitan Suda wspomina:
„Na dzień przed akcją w Rembertowie wysłałem do obozu informację, którą przekazano
[...] »Kożuszkowi«, więzionemu w obozie. Informując go o przygotowywanej akcji, prosiłem,
by wtajemniczył zaufanych więźniów. Wiem, że informacja doszła do adresata”6. Również
ci Polacy, do których nie dotarła ta wiadomość, wyczuwali, że coś „wisi w powietrzu”. Jeden
z nich, Alfred Grabowski, zapisał w swoich wspomnieniach: „20 maja [...] przed południem na
teren apelowy weszło kilku enkawudzistów i kazali nam wejść do swoich pomieszczeń, które
zamknęli i zaparli sztabami drzwi. Tak przesiedzieliśmy aż do apelu wieczornego, na który
zostaliśmy wypuszczeni. Obiadową zupkę i herbatkę kolacyjną podano nam, otwierając tylko
drzwi. Pamiętam, że na apelu komendant wszystkich kompanii meldował stan obozu i podał
ilość więźniów ok. 1950”7. Jak się bowiem okazało, mjr Kruczkin8, zastępca komendanta obozu
kpt. Aleksandrowa9, został ostrzeżony przez zastępcę wydziału operacyjnego, że Polacy
mogą próbować uwolnić więźniów10. Można jednak sądzić, że Rosjanie nie przywiązywali do
tego ostrzeżenia większej wagi, skoro nie tylko ci, ale również inni ofi cerowie NKWD z rembertowskiego
obozu przyjęli od komendanta garnizonu praskiego zaproszenie na bankiet, który
został zorganizowany w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. w Kawęczynie, oddalonym o 2 km od
obozu. A właśnie na tę noc akowcy zaplanowali odbicie więźniów”11.
Oddział ppor. Wasilewskiego „Wichury” wyruszył z Mińska Mazowieckiego w nocy
z 17 na 18 maja 1945 r. i dotarł do wsi Zastawie k. Długiej Kościelnej. W nocy z 19 na 20
maja dołączyła do niego grupa dywersyjna ppor. Świderskiego „Wichra”. W tym momencie
oddział liczył 44 ludzi. Został on podzielony na trzy grupy: szturmową (dwunastoosobową),
wsparcia (trzynastoosobową) i ubezpieczeniową, która składała się z dwóch pododdziałów
(siedmio- i dwunastoosobowego). Pierwsza miała wejść do obozu przez bramę główną i otworzyć
baraki, druga – opanować wartownię i podjąć walkę z ewentualną odsieczą z zewnątrz,
ostatnia zaś – wejść do obozu przez bramę boczną i zająć się więźniami.
W przeddzień akcji, około godz. 22, odbyła się krótka odprawa, na której ppor. Wasilewski
„Wichura” powiedział: „[...] idziemy na rozbicie obozu w Rembertowie i jeżeli można, to
trzeba zdobyć obóz bez oddania strzału”12. Oczywiście, taki scenariusz nie wchodził w rachubę, skoro podejmowano próbę odbicia
ok. 2 tys. więźniów, a „nieopodal na Pradze stacjonowały silne, ok. 3-tysięczne oddziały
NKWD (m.in. dwie kompanie na ulicy Szwedzkiej)”13.
Akcję rozpoczęto między pierwszą a drugą w nocy. Podejście do bramy głównej dokładnie
zrelacjonował jeden z uczestników, Albin Wichrowski „Góral”, pisząc: „Do Rembertowa
wjechaliśmy wozami przez przejazd kolejowy przy ulicy Kilińskiego. Dojechaliśmy do ulicy
Zwycięstwa i tą drogą dotarliśmy pod obóz. [Dalej] pobiegliśmy w kierunku drogi wawerskiej.
[Idąc] wzdłuż ogrodzenia, wyszliśmy na polanę znajdującą się przed bramami [...]”14.
W tym też czasie Sowieci zmieniali wartę z podwójnej na zwykłą, co zarazem zmniejszyło
ich czujność.
Rozkaz do ataku wydał „Wichura”. Bez większych problemów i żadnych strat Polacy
opanowali bramę główną, likwidując przy tym czterech pilnujących ją Rosjan. Nie zlikwidowali
natomiast wszystkich wartowników z posterunków i wież, i dlatego zostali ostrzelani
z broni maszynowej i obrzuceni granatami. Podczas tej wymiany ognia ranni zostali dwaj
żołnierze z oddziału „Wichury”.
Jednocześnie do ataku ruszyła grupa wsparcia, która po chwili zajęła komendanturę
składającą się z dwóch pomieszczeń; w jednym z nich zastano sowieckiego ofi cera moczącego
nogi w misce, które mył mu jeden z więźniów. Enkawudzista nie zdążył nawet sięgnąć
po broń – został zastrzelony. Partyzanci zabrali stamtąd klucze do baraków.
Tak w czerwcu 1945 r. relacjonowała przebieg wydarzeń jedna z uwolnionych kobiet:
„W nocy wpadli chłopcy z lasu do obozu, odryglowując każdą celę, wypuścili nas, wołając:
jesteście wolni, uciekać, spieszyć się, bo mało czasu! Osłaniając ogniem rozpylaczy, wypuścili
nas przez otwartą bramę. Część ludzi zabrali samochodami, część przedarła się na
drugą stronę Wisły łodzią rybacką, a reszta poszła każdy w swoją stronę. Ja skierowałam
się w stronę Warszawy przez Wisłę, niezatrzymana przez nikogo”15. Należy jednak uściślić
przytoczone tu informacje: partyzantom nie udało się uruchomić zdobytych w obozie samochodów
ciężarowych i nie wszystkie baraki udało się otworzyć.
Więźniowie zareagowali bardzo różnie: niektórzy spośród tych, którzy nie zostali wcześniej
wtajemniczeni, nie wiedzieli, co mają robić; inni – czekali na rozwój wydarzeń; jeszcze
inni byli tak osłabieni (często w wyniku ciężkich przesłuchań jeszcze przed przywiezieniem
do rembertowskiego obozu), że nie mogli uciekać. Byli również tacy, do których pomoc nie
nadeszła – partyzanci nie zdołali dotrzeć do baraku nr 11, w którym przebywał m.in. Stanisław
Maciejewski „Kożuszek”.
Ze wspomnień Grabowskiego wynika, że również więźniowie, słysząc strzały i okrzyki
nawołujące do opuszczenia baraków, sami próbowali wyważać drzwi: „[...] otwarcie drzwi
w czasie akcji, a właściwie ich wyważenie, mimo pomocy z zewnątrz, spowodowało wiele kłopotów i opóźniło możliwość ucieczki, a właściwie ją uniemożliwiło, ponieważ na teren
obozu weszli już enkawudziści. Gdy z kilkoma kolegami, m.in. Jerzym Skorupińskim
i Wiesławem Grimem, wybiegliśmy na korytarz, równocześnie na wprost nas wybiegł kapitan
NKWD z rewolwerem w ręku i strzelił w naszym kierunku. Kula ugodziła najwyższego z nas
W. Grima, roztrzaskując mu łuk brwiowy. Rannego wciągnęliśmy do naszej komnaty i położyliśmy,
natychmiast stracił przytomność. Sami też wskoczyliśmy na nasze miejsca do spania
na pryczach. Po pewnym czasie do sali weszło kilku enkawudzistów uzbrojonych w pistolety
i pepesze, powrzeszczeli, przymknęli drzwi i zakazali wychodzenia z pomieszczeń”16.
Partyzanci rozpoczęli odwrót, gdy przybyły sowieckie posiłki. Sygnałem do zakończenia
akcji miała być wystrzelona na rozkaz ppor. „Wichury” zielona rakieta. Omyłkowo wystrzelono
rakietę koloru czerwonego. A to oznaczało, że grupa szturmowa prosi o wsparcie.
Na szczęście pomyłka ta nie miała żadnych negatywnych konsekwencji.
Akowcy kierowali oswobodzonych więźniów na północ i wschód, a zarazem przestrzegali
ich przed pójściem w stronę Warszawy. Niestety, nie wszyscy posłuchali partyzantów
i wielu więźniów zostało złapanych.
Wycofujący się akowcy dotarli do szosy wawerskiej. Tam doszło do krótkiej walki z Sowietami;
jeden z Polaków został ranny w stopę.
O 4.30 w pościg za partyzantami i uciekającymi więźniami wyruszył oddział pod dowództwem
mjr. Korżenki17. W pościgu uczestniczyli również rosyjscy żołnierze z ochrony
obozu, komendantury Pragi i z dywizjonu przeciwlotniczego, ponieważ partyzantom nie
udało się przeciąć kabli telefonicznych i jednostki te zostały szybko zaalarmowane. Użyto
również samolotów Po-2, popularnie zwanych „kukuruźnikami”18, które miały zlokalizować
uciekających Polaków. Pościg miała ułatwić sporządzona przez NKWD lista osób zbiegłych
z Rembertowa, na której oprócz imienia i nazwiska poszukiwanego umieszczona była
data i miejsce urodzenia oraz powiat, z którego pochodził19.
O godz. 6 w obozie zorganizowano apel, na którym komendant wewnętrzny obozu, Ukrainiec
Goga, poinformował przybyłego ofi cera NKWD, że stan więźniów wynosi ok. 1350
osób20. Dzień wcześniej, również podczas porannego apelu, stan osobowy więźniów wynosił
ok. 1950 osób; wynika z tego, że oswobodzonych zostało ok. 600 Polaków. Źródła sowieckie
informują o 466 uwolnionych. Grabowski wspomina, że udało mu się doliczyć ok. 290 przywiezionych
do obozu złapanych więźniów, dodając jednak, że „prawdopodobnie przywieziono
jeszcze kilkunastu lub kilkudziesięciu złapanych, których nie zaobserwowałem21. Wielu uciekinierów zamordowano poza obozem w pobliskim lesie. Potwierdza to Grabowski:
„Zapamiętałem doskonale fakt zabicia więźnia tuż po przywiezieniu przez polskich
żołnierzy. Kierownik konwoju wszedł na chwilę do komendantury, zaraz wyszedł i powleczono
biedaka do zagajnika oddalonego o ok. 50–80 m, gdzie wykonywano wyroki na
więźniach. Biedak szarpał się, wyrywał, krzyczał, ale to nic nie pomogło, prowadziło go,
a właściwie ciągnęło 4 konwojentów. Za chwilę usłyszeliśmy serie z automatu i krzyk ucichł.
Po kilku minutach sami konwojenci wrócili do komendantury”22. Później wykorzystywano
więźniów do zidentyfi kowania pomordowanych ludzi. Jednym z nich był ojciec Grabowskiego,
który powiedział mu, że widział ok. 35 ciał.
O tym, co działo się w obozie, wiemy m.in. z meldunku (z 1945 r.), który dotarł do kierownictwa
Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Nieznany nam autor relacji zapisał: „Rano zaczęła
się martyrologia tych, którzy zostali złapani z powrotem. Przyprowadzano przed sztab
ludzi partiami, najpierw 20. Zdarto z nich ubranie. Walono kolbami do tego stopnia, że trzy
karabiny połamali w drzazgi na głowach nieszczęsnych. Sześć osób zakatowano na śmierć,
jednego zastrzelił bojec w końcu ganku serią naboi. Bili żelazem do nieprzytomności. Jednemu
z więźniów skakał po piersiach olbrzymi kucharz, łamiąc mu żebra i odbijając nerki.
[...] Przez cztery dni nie mieliśmy dostępu do chorych, dopiero później przekradliśmy się do
tzw. izby chorych (ciemny budynek, maleńkie okienka, ściany na zewnątrz posmarowane
smołą), umieszczono tam ok. 80 pobitych, z których 3–4 umierało dziennie. Przez trzy dni
nie dawano im nic jeść, zdarto z nich wszystko i podzielono między siebie”23. Leżeli oni,
często nieprzytomni, na pryczach, nie mając opieki medycznej. Sowieci urządzali więźniom
również tzw. ścieżki zdrowia. Ustawiano ich w rzędzie, po czym podchodził do każdego
z nich strażnik i bił rurką, gdzie popadnie. Później funkcjonariusze więzienni, więźniowie
rosyjscy i ukraińscy, uzbrojeni w metalowe rurki i deski z gwoździami, ustawili się w dwóch
szeregach. Więźniom kazali po kolei przechodzić między nimi i bili ich do nieprzytomności.
Jeden z uczestników tych wydarzeń wspomina: „[...] starałem się przebiec szybko, nic mi
to nie dało, bo jeden krzyknął zwodnyj komandir i wpadli za mną do pomieszczenia i bili
tam aż straciłem przytomność”24. W wyniku bestialskich pobić zmarło ponad dwudziestu
więźniów. „Tego dnia, tj. 21 V, zmasakrowano przeszło 100 osób. Widok był makabryczny.
Podłoga zalana krwią oraz leżących nieprzytomnych ludzi, których z powodu połamania rąk
i nóg trzeba było układać na pryczach. Po masakrze ofi cerowie sowieccy kazali iść przed
studnie i zmyć krew. Przez trzy dni nikt nie otrzymał żadnego opatrunku, dopiero czwartego
dnia przybył sanitariusz sow[iecki] z dwiema sanitariuszkami, którzy tylko ciężko pobitych
prymitywnie opatrzyli. Dopiero następnego dnia lekarz więzienny dr Zienkiewicz dokonał
solidnych opatrunków oraz poukładał połamane ręce i nogi w »szyny«. Robił to wszystko
w miarę dostarczania środków, których wcale nie było dużo [...]. Przez szereg dni nad więźniami
wisiała groźba masowego rozstrzelania, lecz później kurs złagodniał”25. Kilka dni później przybyła komisja NKWD, która miała zbadać okoliczności rozbicia
obozu. Zapowiedziała ona, że mjr Kruczkin i kpt. Aleksandrow zostaną przeniesieni. Rzeczywiście,
oni odjechali, a na ich miejsce przyjechał nowy major z własnym personelem26.
Szef NKWD Ławrientij Beria w swoim raporcie pokontrolnym stwierdził: „[...] wbrew zaleceniom
zastępcy komendanta ds. operacyjnych, major Kruczkin, komendant garnizonu do
spraw obrony obozu – porucznik Samochin i zastępca komendanta batalionu 332. specjalnych
wojsk konwojowych NKWD – kapitan Drankin – odpowiedzialny za obronę obozu,
nie podjęli żadnych działań zmierzających do podwyższenia gotowości bojowej oraz czujności”
27.
Udana akcja oddziału „Wichury” skompromitowała NKWD i zapoczątkowała proces
stopniowej likwidacji obozu. Jednak w tym końcowym okresie sytuacja była tak dramatyczna,
że z głodu i biegunki umierało „ok. 13–15 osób dziennie, których chowano w pobliskim
lesie, a na mogiłach sadzono drzewa dla zatarcia śladów zbrodni”28. Pozostałych więźniów, w liczbie ok. 1000, wywieziono 4 lipca 1945 r. do sowieckiego obozu przy ulicy Słonecznej
w Poznaniu29. Część z nich przekazano do więzienia we Wronkach, a część do Łodzi,
skąd miano ich deportować przez Wilno w głąb Związku Sowieckiego. Prawdopodobnie na
początku lipca w obozie NKWD nr 10 w Rembertowie nie było już Polaków, pozostali tam
jedynie własowcy i volksdeutsche30.

2000 zamordowanych Żołnierzy Wyklętych na warszawskim Służewie.

Szacuje się, że pogrzebano tu około 2000 ciał Żołnierzy Wyklętych. Miejscowa ludność w symboliczny sposób kładła kamienie w miejscach pochówku stąd forma pomnika w postaci symbolicznych głazów. 
  Pomnik stanął w miejscu gdzie po 1945 UB grzebał zamordowanych przez siebie Żołnierzy Wyklętych. Mordy dokonane w więzieniu na Mokotowie w Warszawie. Pomnik Męczenników Terroru Komunistycznego 1944-1956 – pomnik znajdujący się w Warszawie w dzielnicy Ursynów w obszarze Starego Służewa u podnóża Kościoła św. Katarzyny.
W połowie lat 50. zaprzestano zwożenia ciał i większość nowych ofiar grzebano w zbiorowych mogiłach na Cmentarzu Powązkowskim tzw, Łączka Ł, gdzie rozpoczęto prace ekshumacyjne Żołnierzy Wyklętych.

W latach 1944-1956 komuniści wespół z sowietami zamordowali ponad 20.000 Patriotów Polskich i dalszych 200.000 poddali represjonowaniu, bestialskim torturą, zsyłki w głąb Rosji oraz więzienia UB i NKWD. 1 Marca jest to Dzień Żołnierzy Wyklętych, dniem Narodowej zadumy Polaków i refleksji nad Wyklętymi Żołnierzami i ich oprawcami. Refleksją odnoszącą tamten heroizm, ale i zdradę - dla współczesnych pokoleń. Nie godzili się na życie w niewoli. 


Obóz w Rembertowie pod Warszawą – specjalny obóz NKWD Nr 10, założony w drugiej połowie września 1944 r. tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej do Rembertowa (12.09.1944) na terenie przedwojennej fabryki amunicji "Pocisk" i pełniący rolę punktu zbornego przed wysyłką w głąb ZSRR. Teren obozu otoczony był dwiema liniami drutów kolczastych, z wieżami wartowniczy
mi, w budynku zwanym pałacem mieściła się komenda NKWD.
W 1945 r. dzienne wyżywienie więźnia wynosiło 100 gramów gliniastego chleba, dwa razy dziennie wodnista zupa ze śladami kukurydzy i bez ograniczenia ciepła woda. Wielu więźniów umierało głównie z głodu. Zmarłych (kilkunastu co noc) zakopywano w rowie w pobliżu bramy zewnętrznej, który później zasypano, a teren wyrównano. Więźniami byli głównie żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, NSZ i innych formacji niepod­ległościowych, jak również aresztowani najczęściej na podstawie donosów. Przed umieszczeniem w obozie wielu więźniów przechodziło (nieraz bardzo ciężkie) przesłuchania przez oficerów NKWD w więzie­niach UB w Warszawie i innych mia­stach. Do obozu kierowani byli wyro­kami na piśmie. W marcu 1945 r. w obozie znajdowało się około 2500 więźniów. Byli oni rozmieszczani w głów­nej hali fabryki i kilku mniejszych bara­kach.
Decyzję o rozbiciu obozu podjął kpt. Walenty Suda ps."Młot" – dowódca Obwodu Mińskiego Mazowieckiego AK ("Mewa – Kamień”). Obóz został zdobyty i rozbity w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. przez oddział dowodzony przez ppor. Edwarda Wasilewskiego "Wichurę''. W obozie więzieni byli wówczas koledzy żołnierzy tego oddziału, m.in. ppor. Stanisław Maciejewski. Łącznie z obozu udało się wyswobodzić ok. 500 osób, 200 z nich NKWD złapało ponownie na podstawie listów gończych. Pozostałych więźniów w liczbie 1100 wywieziono 4 lipca 1945 do więzienia w Rawiczu. Część więźniów zdołała uciec. Około 130 więźniów transportowanych przez Poznań do Rawicza została odbita w Bąkowcu przez oddział „Orlika” Majora Mariana Bernaciaka.
Pomnik ofiar obozu NKWD – znajduje się na terenie Zakładów Amunicyjnych Pocisk w Rembertowie, przy skrzyżowaniu ul. Marsa i ul. Płatnerskiej. Odsłonięty został 21 maja 1995.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Rembertowa NKWD w budynkach fabryki Pocisk urządziło obóz koncentracyjny dla żołnierzy AK i NSZ (Obóz Specjalny NKWD numer 10, tzw. Obóz NKWD w Rembertowie). W nocy z 20 na 21 maja 1945 oddział AK w sile 44 ludzi pod dowództwem ppor. Edwarda Wasilewskiego ps. Wichura dokonał rozbicia obozu i uwolnił więźniów.

Na pomniku umieszczono tablice o treści:

"Więźniom obozu NKWD nr 10 w Rembertowie żołnierzom i działaczom Polskiego Państwa Podziemnego represjonowanym i mordowanym, których szczątki spoczywają na terenie dawnej fabryki amunicji "Pocisk" i na obszarach sowieckiego imperium".

"Żołnierzom oddziału partyzanckiego Armii Krajowej Obwodu "Mewa Kamień" Mińsk Mazowiecki, który pod dowództwem ppor. Edwarda Wasilewskiego "Wichury" nocą z 20 na 21 maja 1945 r. rozbił obóz specjalny NKWD nr 10 w Rembertowie. Z obozu uwolniono ponad 500 więźniów. Akcja ta przerwała zsyłkę więźniów na Wschód".
Najsłynniejszym więźniem obozu w Rembertowie był gen. Emil "Nil" Fieldorf dowódca Kedywu. Został aresztowany w marcu 1945 r. w Milanówku, gdzie miał się spotkać z gen. Leopoldem Okulickim "Niedźwiadkiem".
Strażnicy obozu NKWD
Pierwszy transport kolejowy polskich żołnierzy opuścił Rembertowie na Sybir w dniu 25 marca 1945 roku. Składał się on z ponad tysiąca osób, z których około 25% zmarło w drodze. Martwy przeprowadzono do specjalnego wagonu, dołączony do ostatniego. Zabroniono zakopać je, zgodnie z przepisami ZSRR, liczba osób, na miejscu musiał być taka sama jak liczba osób w punkcie początkowym.
Pomnik ofiar obozu NKWD nr10 w Rembertowie– znajduje się na terenie Zakładów Amunicyjnych Pocisk w Rembertowie, przy skrzyżowaniu ul. Marsa i ul. Płatnerskiej. Odsłonięty został 21 maja 1995. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Rembertowa NKWD w budynkach fabryki Pocisk urządziło obóz koncentracyjny dla żołnierzy AK i NSZ (Obóz Specj
alny NKWD numer 10, tzw. Obóz NKWD w Rembertowie). W nocy z 20 na 21 maja 1945 oddział AK w sile 44 ludzi pod dowództwem ppor. Edwarda Wasilewskiego ps. Wichura dokonał rozbicia obozu i uwolnił więźniów.

Na pomniku umieszczono tablice o treści:

"Więźniom obozu NKWD nr 10 w Rembertowie żołnierzom i działaczom Polskiego Państwa Podziemnego represjonowanym i mordowanym, których szczątki spoczywają na terenie dawnej fabryki amunicji "Pocisk" i na obszarach sowieckiego imperium".

"Żołnierzom oddziału partyzanckiego Armii Krajowej Obwodu "Mewa Kamień" Mińsk Mazowiecki, który pod dowództwem ppor. Edwarda Wasilewskiego "Wichury" nocą z 20 na 21 maja 1945 r. rozbił obóz specjalny NKWD nr 10 w Rembertowie. Z obozu uwolniono ponad 500 więźniów. Akcja ta przerwała zsyłkę więźniów na Wschód".



Edward Wasilewski „Wichura”, rocznik 1923, harcerz z miasteczka Stanisławów
w powiecie Mińsk Mazowiecki, uczestnik konspiracji niepodległościowej od grudnia
1939 r., początkowo w szeregach KOP i Szarych Szeregów, następnie w ZWZ-AK.
Żołnierz Kedywu i oddziału partyzanckiego Obwodu „Mewa-Kamień”, uczestnik wielu
akcji bojowych. Absolwent konspiracyjnego kursu podchorążówki, w końcowym
okresie wojny awansowany do stopnia podporucznika. Po rozbrojeniu oddziałów AK
przez armię sowiecką wywieziony przez NKWD do obozu na Majdanku, skąd zdołał
uciec i powrócił do konspiracji. W lutym 1945 r. na rozkaz komendanta Obwodu Mińsk
Mazowiecki, kpt. Walentego Sudy „Młota”, utworzył oddział partyzancki i rozpoczął
działania z zakresu samoobrony. Najsłynniejszą jego akcją było rozbicie obozu NKWD
w Rembertowie. Ujawnił się wraz z podkomendnymi przed władzami komunistycznymi
25 IX 1945 r. na koncentracji w lesie pod wsią Wola Rafałowska. Aresztowany przez
UB 26 III 1946 r. pod nieprawdziwym zarzutem kontynuowania konspiracji, został po
roku – wobec braku jakichkolwiek dowodów „winy” – zwolniony.
Zwerbowany jako agent bezpieki we wrześniu 1950 r. – w zamian za uzyskanie upragnionej
posady dziennikarza w piśmie „Wola Ludu”. Występując pod kolejnymi kryptonimami
„Huragan”, „Ramzes”, „Wierny”, „Pewny”, „Znak”, „M” i „A” – Wasilewski
wyzbył się początkowych skrupułów, okazując wybitną aktywność w rozpracowywaniu
ludzi służących niegdyś w tych samych szeregach co on, wydatnie przyczyniając się
do ich likwidacji lub schwytania przez bezpiekę. Za swą pracę pobierał wynagrodzenie
pieniężne. Występując jako prowokator – emisariusz rzekomej organizacji konspiracyjnej
działającej z ramienia „Londynu” – doprowadził m.in. do likwidacji oddziału
Jana Kmiołka oraz jednej z grup partyzanckich na Podlasiu. Uczestniczył w prowokacji
„V Komendy WiN” i rozpracowaniu Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”. Lista jego
„zasług” w służbie MBP jest bardzo długa (teczka pracy – to kilka potężnych tomów donosów).
W końcu zaczął się utożsamiać ze swymi mocodawcami, składając doniesienia
nawet na dawnych przełożonych i towarzyszy broni z konspiracji i partyzantki w latach
okupacji niemieckiej. Po dziesięciu latach intensywnego wykorzystywania przez
MBP uległ jednak całkowitemu wyeksploatowaniu – i w związku z nieprzydatnością
do dalszej pracy operacyjnej został w kwietniu 1960 r. wyłączony z sieci agenturalnej.
W latach sześćdziesiątych pracował w prasie kobiecej, gdzie pod pseudonimem „Ewa”
udzielał czytelniczkom różnorodnych życiowych porad.
W pierwszym dniu inwazji wojsk ZSRS i Układu Warszawskiego na Czechosłowację
– 22 sierpnia 1968 r. – redaktor Edward Wasilewski poniósł śmierć, wypadając przez
okno na warszawski bruk.
Warszawa ul. Chłodna, skwer Sybiraków (głaz i tablica) pam. żołnierzy AK wywiezionych w 1944 r. do łagrów sowieckich – w tym samym miejscu co Chłodna 9. Czesław Woźniak Borowicze. Obóz 270   Urodziłem się w 1919 roku we wsi Krzywe, gmina Łopiennik w powiecie Krasnystaw. W 1928 roku rodzice przenieśli się do Leszczan, gmina Żmudź, powiat Chełm. Gdy wybuchła II wojna światowa, jak wiadomo, Chełmszczyzna, Zamojszczyzna stanowiły rejon masowych wysiedleń Polaków. Całe rodziny przemocą ładowano do pociągów i wywożono na wschód. Liczba tych, którzy nie wrócili, jest ogromna. Mnie, dzięki Bogu, udało się przeżyć, a i dziś, gdy mam 90 lat, nie zapomniałem tego, co tam musiałem wytrzymać.  W 1941 roku znalazłem się na „czarnej liście” do rozstrzelania. Wówczas, w Żmudzi sekretarzem gminy był pan Kolanowski (aresztowany przez Niemców, zmarły w obozie w Krechowie pod Włodawą). W gminie pracowali: Łochocki, Cywiński, Gowin i Stefan Łomot, który w maju 1941 roku zawiadomił mnie, że figuruję na liście do rozstrzelania. Szybko uciekłem do gniazda rodziny Woźniaków, do Olesina i tam zatrzymałem się u stryja. 7 maja 1941 roku Niemcy aresztowali mamę, Katarzynę z domu Mazur i więzili przez rok w Żmudzi w niewykończonej szkole. Po miesiącu wróciła do domu. Żmudzcy pracownicy gminy, Cywiński i Stefan Łomot, znaleźli się w obozie sowieckim, na Uralu.  Lista była przygotowana. Mnie wzięto pierwszego, bo byłem krawcem. Za mną szedł Sowiet z gumą. Zaprowadził mnie do ciężarówki, tam leżeli powiązani, m.in. wójt gminy Gorzków, Jan Szostak, ps. „Dubij”, działacz konspiracyjny. W Krasnymstawie załadowali nas do powojskowych garaży. Gdy prowadzono mnie na śledztwo, jeden z Sowietów ” pieszczotliwie” powiedział: „Ot, choroszyj, hołubczyk” („O, jaki elegancik!”), pewnie „spodobało” mu się moje porządne ubranie, jakie miałem na sobie. Do dziś pod kolanami czuję uderzenia kijów, do dziś cierpię bardzo na nogi.  Był piątek 1944 roku. Załadowali nas do samochodu ciężarowego i przewieźli do Lublina. Przed stacją kolejową były murowane baraki. Tam wykonano wiele poniżających nas czynności: ogolono, ostrzyżono, traktowano jak niewolników. W nocy załadowano do wagonów (po 38 osób w wagonie, choć i były większe, podwójne). I pojechaliśmy w kierunku Lubartowa, Brześcia, a potem zobaczyliśmy Baranowicze, Mińsk, Smoleńsk, Orszę, Wielkie Łuki, Psków. Wjechaliśmy na linię: Moskwa-Leningrad.  Oparliśmy się w Borowiczach nad rzeką Mstą. Brudni, osmoleni, głodni. Przegoniono nas około 12 km do Jogły (wieś Jegolsk). Tam, w obozie okrążonym podwójnymi drutami umieszczono cały transport w barakach. Administracja była niemiecka, zaś Rosjanie stali na wieżyczkach. Warunki były straszne. Pamiętam widok sterty czarnych obierek, którymi nas karmiono. Wrzucano je do kotła, dosypując łyżki piachu. Obóz był na wydmie. Pewnie stąd brano ten piasek, taki lotny, drobniutki, latem sięgał nam powyżej kostek i chrzęścił jak śnieg. Niektórzy wylewali tę zupę, to świństwo. Ja wypijałem tę czarną wodę. Później zaczęto nam dawać lurę z prosa, to też była taka mętna woda. To była obozowa norma – 60 dag chleba, 2 kostki cukru (lub łyżka stołowa). Mówiono: – Żyć będziesz, a potem poginiesz. Ruska ziemia wszystkich pochłonie.  Ja byłem szczęśliwcem, bo zatrudniono mnie w pracowni krawieckiej (miałem prawie dyplom mistrzowski). Tam było przynajmniej ciepło i sucho, ale gdy złamałem igłę, Sowiet za karę zwołał wszystkich ” funkcyjnych”, zebrała się cała komisja i ustalono, że przewiozą nas do innego obozu. Wysłano nas do Borowicz, oddzielonych wielkimi bagnami, położonych w odległości około 100 km od Ostaszkowa. Znalazłem się więc w rejonie Katynia. Niemcy nazywali Borowicze obozem śmierci.  Przydzielono mnie do wożenia beczki z fekaliami. Niech inni popatrzą, jak ja saniami po śniegu wywożę na pola, za druty. Zresztą brano mnie do różnych prac. Stamtąd 7 km chodziliśmy do cegielni, to były stare, wybudowane jeszcze za Piotra I zakłady. Na 16 kominów dymiło 6. Pamiętam chwile, jak siedzieliśmy nad piecami cegielnianymi i w dziurach suszyliśmy onuce. Jeden mokry walonek ważył ponad 2 kg. Kurtkę miałem ciepłą, bo sobie uszyłem, a że miałem kołnierz futrzany, to wszy wdarły się wszędzie. Skombinowałem sobie też waciaki, które ścieliłem jak materac. W cegielni usuwałem gruz, wykonywałem różne prace remontowe. Pewnego dnia dowiedziałem się z kolegami o pracy w kopalni gliny. Zapragnęliśmy pracować pod ziemią, bo było cieplej, a i obiecywano litr kapusty dziennie. Wejście do kopalni było straszne, od góry niezadaszone, pod wpływem ciepła z dołu zmarzlina się topiła i ciekła nam na głowę, gdy po drabinie schodziliśmy 8 pięter pod ziemię. Schodząc przeciskaliśmy się z wychodzącą zmianą.  W kopalni, moim zadaniem było wykucie z gliny 1 metra bieżącego chodnika. Pracowało się młotem, lekko zakrzywionym, ważącym 14-15 kg. Trzeba było wywieźć 14 wagoników gliny, postawić ramę, ustawić słupy i na wierzch nałożyć poprzeczkę, co było strasznie ciężkie. Z wielkim trudem wpychaliśmy też wagoniki na tor. Za wywiezienie 14 wagoników (1 m wykuty chodnika to była norma) dostawaliśmy 1 litr kapusty okraszonej rybkami (w puszce po konserwie), placuszek oraz łyżkę okraszonej margaryną kaszy gryczanej. Sowietki zapisywały przydział.  Zdarzyło mi się pewnego dnia podczas pracy zasnąć ze zmęczenia. Oparłem się o wagonik i zdrzemnąłem . Nieoczekiwanie naczalstwo przyszło przed fajrantem. Ktoś krzyknął: – Wnimanije! (Uwaga!) Podniosłem z trudem głowę i zameldowałem: – Wszystkiego nie zrobiłem. Trochę odpoczywam. Na to on zaczął krzyczeć: – A ja widzę, że wy nie pracujecie! Chodź, oddam ciebie do naczelnika obozu. W nocy będziesz w izolatce, a w dzień będziesz pracował!  Dostałem kilofy, łopaty. Kazano wyrównywać chodnik. Podprowadzono mnie do rozległej kałuży. Przenosiłem po tym „jeziorze” kolegów na drugą stronę. Błoto było do pół łydki. Płakaliśmy nad losem, gdy dali nam siekiery, latarki naftowe i podprowadzili pod chodnik, który mieliśmy reperować.  Gdy zachorowałem, sanitariusz skierował mnie do baraku nr 4 (szpitalnego), stamtąd trafiało się przeważnie na cmentarz. Znajdowali się tam ludzie-szkielety, z dystrofią 1 i 2 stopnia, niewyleczalnym zanikiem mięśni. Mając trochę więcej siły, nosiłem tu na ramionach chorych do łaźni.  Jako chory na czerwonkę dostałem się z powrotem do Jogły, do baraku nr 10. Na drzwiach był napis: „Dr Woźniak”. Wchodząc, rzekłem: Dzień dobry, stryju. Pomyślałem, że jeśli zaakceptuje żart z powodu naszej familijności, to może i zechce ratować. Powiedziałem do niego jeszcze, że naszego nazwiska się nie zapomina. Mój spryt okazał się skuteczny. „Krewny” lekarz po komisji skierował mnie do baraku nr 7 z nakazem odpoczynku i zakazem wykonywania jakiejkolwiek pracy przez miesiąc. Odżywiono mnie trochę, odpocząłem, postawiono mnie na nogi.  Potem znalazłem jeszcze pracę jako cieśla na terenie obozu. Przeprowadzałem różne remonty, odkopywałem ziemianki, przybijałem deski. Dano mi nawet niezłe narzędzia – strugi.  Potem znów wróciłem do pracowni krawieckiej. Krawcy byli królami w obozie!  Po zakończeniu wojny szczęśliwie dotarłem do Warszawy. Chłonąłem to miasto. Gdy szukałem noclegu, skierowano mnie do noclegowni w podziemiach kościoła Świętego Krzyża. Pamiętam ludzi siedzących przy łuczywie, mnóstwo bezdomnych warszawiaków. Szukałem dla siebie miejsca, ale ponieważ byłem w niemieckim płaszczu i ruskiej uszatce, zauważyłem wrogie spojrzenia. Przebiegłem na Podzamcze, na pontoniak, by przedostać się za Wisłę na Dworzec Wschodni. Przyjechałem do Lublina. Czekały na mnie kelnerki w białych fartuchach. Z wilczym apetytem zjadłem dwie michy kartoflanki, nareszcie porządną łyżką, nie patykiem.  Wróciłem do Chełma, do rodziców. Nareszcie zobaczyłem chleba pod dostatkiem. Od razu kupiłem nici, by zacząć robotę.  Do dziś utrzymuję kontakt z borowiczanami. 19 października 2008 roku w wieku 90 lat brałem udział w ważnej uroczystości – zawieszeniu Krzyża Sybiraków na Urzędzie Miejskim w Lublinie.  W X Pawilonie Cytadeli w Warszawie znajduje się makieta naszego obozu. Pokazane są warunki, jakie tam były.  My, więźniowie obozu w Borowiczach, póki żyjemy, spotykamy się w różnych miejscach. Tamte straszne doświadczenia złączyły nas na całe życie.



Żołnierze Wolność i Niezawisłość 1 przez akakwin


Żołnierze Wolność i Niezawisłość 2 przez akakwin


Żołnierze Wolność i Niezawisłość 3 przez akakwin


Żołnierze Wolność i Niezawisłość 4 przez akakwin
Żołnierze Wyklęci antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku, Autor: Kazimierz Krajewski, Janusz Kurtyka, Tomasz Łabuszewski, Piotr Niwiński, Jacek Pawłowicz, Grzegorz Wąsowski, Jerzy Węgierski, Leszek Żebrowski Wydawnictwo: Liga Republikańska, Volumen Oficyna Wydawnicza Liczba stron: 534 Format: 21,5x30 cm, twarda oprawa w obwolucie ISBN-13/EAN: 9788372330598 ISBN-10:837233059X  Rok wydania: 2004 r. Wydanie uzupełnione i poprawione
Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 1-2/2008



Bestie. Mordercy Polaków, Tadeusz M. Płużański
Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944-1956
Szacuje się iż 100 tysięcy Polskich Patriotów zostało zamordowanych w komunistycznych miejscach represji na terenie Polski, zakatowanych lub zamordowanych w Ubeckich kazamatach.





















Zgodnie z tradycją Sejmu w 2001 roku jako najstarszy parlamentarzysta Henryk Lewczuk ps.Młot powinien otworzyć sesje sejmu będąc Marszałkiem Seniorem. Ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski złamał tą zasadę ze względu na jego działalność niepodległościową i wyznaczył Marszałkiem Seniorem Aleksandra Małachowskiego.

4 lutego 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Brak komentarzy: